Wiersze SERWIS MIŁOŚNIKÓW POEZJI GRUPA AUTORÓW BEJ

logowanie
Zaloguj
Nie pamiętasz hasła?
Szukaj

Ab re*... - czyli - mięcho pod...

Żart! - długi i średnio udany - jak ludożestwo. (* ab re... - od rzeczy)

Pełen tytuł: ab re... - czyli - mięcho pod kieliszek




Trochę dziwna będzie gadka
- bo przy wódce jest biesiadka.
Dziadek Jadek, ojciec, matka.

Jest i córka - czy też wnuczka...

(- W pewien - dość szczególny sposób...)
- dzięki wnuczce jest ta uczta
- tak dla trzech... - lub czterech osób.

Uczta smaczna i bogata:
lekko słodki - pyszny tatar
i w bajecznej wręcz panierce
kotleciki ze schabików
i... - dziewczęce - miękkie serce...
- w buro-aksamitnym sosie.

Jednak szkoda...- Jednak strata...

– Trochę żalu jeszcze w matce
się kołata...
- no bo... – córka... - jednak córka
- nie podana na sałatach...
- lecz... - w ogórkach!..
(w zwykłym sosie!..)
- niczym prosię.
(trochę proszku, jakiś groszek)
- "na gotowo" - ze słoika...

(- to wypada – w Rembertowie
lub na Szmulkach, lecz
nie tutaj
nigdy więcej - w Obornikach)

Dla dziadunia - jest coś ekstra:
- w czerepiku dość maluczkim
- zupka z trupka... - więc... - zachęca...
- apetycznym - oczkiem wnuczki.

Zieleniny są na wzdęcia
krew dziewczęcia - jest na pamięć.

Na chęć życia (– zawsze dobre)
jest - z podaniem – drugie danie:
mózg i móżdżek w naleśniku
z żeńskiej skórki,
do wyssania - pełne szpiku
są kosteczki,
do chrupania są pazurki

Opowiastka w sumie przykra...

(był obuszek - była brzytwa)

Lecz jest "okej"
(bo rodzinna przecież sitwa...)
i rodzinną nie raz pili już posokę.

Uwiązali ją za nóżki – i na stryczek.
Knebel, by nie mogła kwiczeć
(- podstawili
coś z miedniczek
kubek jakiś...)
- szybko – sprawnie.

Dwie tętnice jej – podcięli
rytualnie.

Krwią płynącą się raczyli
delektując – prosto z szyi
i mruczeli aż...
(- z zachwytu naturalnie...)

A na koniec – na tym strychu
odprawili mszę... - Po cichu
pożegnali dziecko psalmem
- by dać spokój... - i żałoby
już zakończyć kanibalne.

Pomieszali krew i mleko...

Pod salceson... - będą pili
– lub pod bekon
(marynowany w smaku chili.)

Po uboju...
(- jak w rodzince)
odetchnęli z pewna ulgą
po dziewczynce...
(- Bo apetyt miała wilczy
– a i zęby...
(- już nie mleczne)
wprost wyjęte z wilczej gęby
– niebezpieczne...
- jak ze stali... - wyostrzone
(- przypuszczalnie
na rodzimych swych rywali).)

Mowa moja nie jest krótka...
- bom się upił ….
(no i kluczę już - w gawędy
z mięsnym słowem.)

- Piłem brandy,
całkiem niezła była wódka….

Krwi i mleka
nie ruszyłem
(niezwyczajny takich smaczków
prosty człowiek.)

Więc jest uczta - każdy milczy.
Dość jedzenia...
- Lecz pozorny to jest spokój
w tej rodzinie,
bo - niesety
- żaden to jest koniec
zagrożenia.

(- Bo jeść trzeba.)

Nie wystarczy z kromką chleba
łykać ślinę…

Dziadek - Jadek
jest bezpieczny ze swym jadem...
Mnie - nie padnie
być ofiarą patroszenia...

- Nie nadaję się zupełnie
na obiadek:
suchy zadek i łopatki
mam jak trznadel.
(- Nawet - szpadel
byłby lepszy do zjedzenia)

I – żelazny mam przywilej,
- nie przypadkiem...

Ja - Przyjaciel. Ja na wojnie
byłem z dziadkiem
- pod ostrzałem...
i rannego go wyniosłem...
i nie dałem pod łopatę...
Jak przyjaciel – mam zapłatę,
bo w okopie – porcje chleba –
i – rannemu – krew, bandaże
oraz czosnek.
- Oddawałem... - co potrzeba.
Spod ostrzału artylerii go wyniosłem.

Więc – zasługę mam niemałą.

Zawsze z dziadkiem... - piję śmiało
(i nie mało)
choć samotny - przecież żyję.

Mam przywilej...

- więc - zaglądam... w wigilije
– i na wiosnę
gdy kurczęta – i zajączki już – radosne.

Kiedy śledzik lub jajeczko...

Dziadek – zawsze – pierwszy wita
chociaż mówi – "Jeszcze ciągle
ręka krzepka... - Pamięć nie ta!"
i ociera – łzę – chusteczką
(jak kobieta...)
Ale to jest kokieteria z jego strony

I częstują mnie wódeczką,
no i proszą na salony
zachęcają... - do kiełbasy,
salcesonów i do boczku.

"Przecież wiosnę z nami witaj!
- Usiądź wreszcie – z widelcami...
jak przystoi - "do koryta!"
Opowiadaj – boś – podobno
– na pikniku był w Serocku...
Nie spotkałeś mego brata – Ziemowita?"

I wciąż przez te długie lata
ja – jedzenia ich – odmawiam...

I wciąż dziadek mi powtarza:
"- Ja rozumiem...
- nienawykły...

Wypijemy Brat za Brata!

Ja – jak zwykle... - ja pod mięso...
a dla ciebie – porcja ćwikły
i zielona jest sałata".

To nam z frontu – pozostało,
że pijemy – dość niemało:
dziadek pije – i ja piję.

I w tym roku – wypijemy...
w wigiliję.

Jest tradycja, że bez mięsa,
lecz - dla dziadka – tak jak zawsze
- jest dyspensa.

To dygresja... - trochę z boku.

- Więc jest uczta – ("wielkie żarcie...")
czyli – święty - i - pozorny
spokój.

Ale w sumie –
- między nimi
to jest zgoda.

Dziadek Jadek – sam pilnuje
dyscypliny.

Są na zdjęciach – uśmiechnięci,
że nic dodać...
(jak w rodzinie)
W Zakopanem , w Rembertowie,
w Michalinie...

(- choć na co dzień
- czasem w chłodzie...)

(gdy czekają z niepokojem
śród pokoi
– czy – w rosole
– ktoś się – karnie - nie rozpłynie)

Dziadek Jadek – całkiem kiedyś...
wnuczkę chwalił
temperament ( jak dynamit)
i urodę...

– aż do czasu -
kiedy wnuczce się... - pożalił,
że.. - jej pragnie...

- Ta – za karę
w pysk trzasnęła – chociaż stary
i – diablica – dziadka Jadka
miała za nic.

A – na zgodę...
powiedziała – " Owszem – dziadku...

(- zawsze mogę...)

- za dolary.

- Po co w spadku?.."

Dziadek Jadek - potarł lico...
i wyrzucił połamaną sztuczną szczękę:
"Pożałujesz - ty... - diablico!...

- Znieważyłaś!.. - stare kości
- honor Przodka...
- to co święte!
(Żal... - dla wnuczki...
nie mam żadnej już miłości.)
- Zapamiętam."

Lecz - na stole - wnuczki
- mało...
- Ciut zostało...

Sos – ze słoja...

jednak – zachwyt
aż ocieka im po brodach
pośród śliny.

Dziadek Jadek- stwierdził sucho:
"Zawsze była – byle jaka
nam Jagoda...
- a ostatnio
mi zepsuła Urodziny"

A naprawdę – wręcz pochłaniał
ją dziąsłami – cały w smakach
unurzany tej dziewczyny.

(- lecz - musiała jednak odejść...)

Kości w grobie.

(Krew i ciało
– zostawiła między swymi.)

Mimo wszystko – nie zagaśnie
bez pamięci...
- Tylko dziadek zna odejścia
praprzyczyny.

(Lecz ją zjedli w samą porę:
w jej - najlepszy wiek cielęcy...

(bo – na starość
- najsmaczniejsze cielęciny).)

Zjedli dziewczę prawie całe
- oprócz serca
- i gościnnie
- mnie częstują tym specjałem,
chociaż wiedzą - ze mnie
żaden ludożerca...

Wciąż nie wierzą,
że ja mięsa nie jem wcale.

Ja się wzbraniam – i zasłaniam
się spowiedzią...
– i tłumacze,
że mi mięso w gardle staje,
że – zwyczajnie... - zwymiotuję
po tym jadle, że to dla mnie
jest skaranie… (i tak dalej)

(Wiem ,że bredzę. Mam świadomość,
że po wódce - z ust człowieka
wypełzają - różne żmije…
- I możliwe, że ktoś - właśnie
na to czeka
– gdy dno widać,
kiedy człowiek się upije…)

Nic nie mówcie. Ja wysiadam
- ja po prostu obserwuję.
Stary dziadek - liże sztućce
resztki zjada,
a ojczulek - ciut ,,zmęczony’’...
- czując bóle
po wódeczce
( i córeczce) - wymiotuje...

- Dziadek- już zakończył - rozmarzony
ucztę z wnuczki … - Już myślami
jest daleko
- przy sąsiadach.

(Sąsiadeczka - skórę białą
ma jak mleko...)
(- Znów – wspaniale
zapowiada się biesiada!..)

Będzie smacznie, będzie pysznie
- będzie hucznie.
- Będzie mięso i podroby
- będzie smalec.

Usiądziemy – myśli dziadek
do tej uczty – razem z Jutrznią
całym rodem – nieostatni
wciąż szczęśliwi... - swym dostatkiem
– kanibale.

Dziadek - wszystko zaplanuje:
bądź spokojny.

Teraz - myśli - tylko
- znów o pierwszej - pięknej żonie...
- gdy zaprosił mu podobnych...
( z końcem wojny)
mówiąc żartem, że na "chłodnik"
a dał rosół – z chłodną miną
i powiedział "z zimnej żony
- więc - na zimno"
parsknął śmiechem
(- nomen – omen)
– przy wódeczce (wychłodzonej)
też zjedzony.

( – z makaronem
w nitki – drobnym,
z dobrym mięchem
pod kieliszek...)

Najważniejsze:
- nikt nie wyszedł!
- ani trzeźwy – ani głodny.

(Dziadek Jadek... - mięsko lubił
więc ich upił dość dokładnie
po czym - własnoręcznie ubił ….)

A że martwy – nie ma głosu...
(do tej pory) – ludziom obcym
oraz głodnym
– czasem – w domu
daje rosół
(choć zaprasza ich na chłodnik)
i podlewa samogonem (nomen omen)
mając umysł – całkiem chłodny
oraz chętkę...
- na "króciutką pogawędkę"
z kimś – na rosół... (- przeznaczonym)
- na przynętkę...

(by mieć zawsze świeże zadki
na pieczone... – dla rodzinki
na obiadki...)


Drogie Dziatki!
- Wy od dziadka się nie uczcie ….
(- fuj! - nieładnie…)
- lizać sztućce
z ludzkim jadłem

(- tuż po uczcie...)

- Fe! - dziciaczki!
- to łakomstwo... - wręcz szkaradne!

ok. 2014 r.


Dodano: 2019-12-25 14:52:14
Ten wiersz przeczytano 578 razy
Oddanych głosów: 12
Rodzaj Groteska Klimat Refleksyjny Tematyka Miłość Okazje Pierwszy Dzień Wiosny
Aby zagłosować zaloguj się w serwisie
zaloguj się aby dodać komentarz »

Komentarze (11)

chacharek chacharek

czarny humor rymowany smakowicie tu podany

jazkółka jazkółka

Ło, matko... A ja po kolacji... ;)
(R. Topor napisał "Kuchnię ludożerców", czyli zbiór
przepisów kulinarnych dla kanibali...) Pozdrawiam
świątecznie Wiktorze. :)

krzemanka krzemanka

Pamiętam tę makabreskę. Bardzo składnie i rytmicznie
płynąca opowieść. Miłego świętowania (raczej nie u
dziadka Jadka):)

Maria Polak (Maryla) Maria Polak (Maryla)

Z daleka jestem od wódeczki, więc sądzę że nic takiego
mi się nie zdarzy.
Pozdrawiam świątecznie :)

Pan Bodek Pan Bodek

Witam Wiktorze,

A ja lubie takie "niesamowitosci".
Czarny humor, groteska, farsa, satyra. Nie sa to latwe
gatunki.
Ja jeszcze nie napisalem czegos co sam uznalbym za
dobre, ale probuje na boku (bez publikacji).
Twoj "utwor" choc bardzo dlugi, uwazam za
ciekawy/dobry.

Pozdrawiam Ciebie serdecznie i swiatecznie. :)

sari sari

Uffff , przeczytałam . Tekst długi i dość męczące
czytanie . Wniosek ? W życiu do dziadka Jadka na
gościnę nie pójdę żadną ;-) pozdrawiam świątecznie

krzychno krzychno

Witaj Wiktorze:)

Zabijanie "blondynki" mam jak najbardziej
zakodowane.Choć oczywiście sam tego nie robiłem ale
mieszanie krwi zaraz po poderżnięciu to była moja
robota:)
Myślałem,że się pomyliłeś z tym dziadkiem "Jadkiem"
ale dalej masz Go także więc chyba jakieś dziwne
imię:)Jak zawsze nieco z trudem czytam (chociaż nieco
długi)ale w miarę zrozumiały dla mnie:)

Pozdrawiam i życzę wspaniałych Świąt:)

Wiktor Bulski Wiktor Bulski

Michale! - Masz racje, ze był. - Niestety... - rzadko
pisuję wiersz, a potrzebuję wrażeń - związanych z moją
osobą. - Śtąd -dośc częste powtórki.
Wiedzialem, ze wiersz pamietasz. - Choćby dlatego ,ze
jest dość "oryginalny". Uważam, ze jest dośc ciekawym
zjawiskiem na "scenie" poetyckiej - niejednoznacznym
od strony literackiej i naszej obyczajowości i
świadomości. Może i przykry - w istocie - pokazujący
zjawisaka nie tyle dyskusyjne, co prawdziwe.
Mysle ,ze Czytelnicy mogą go pamiętać - mimo, ze
foramalnie nie znalazl żadnego uznania.
Za odany glos - dziekuję.
śerdecznie i świątecznie pozdrawiam:)

jastrz jastrz

Znów powtórzyłeś stary wiersz (ale mam wrażenie, że
coś do niego dopisałeś). Daję Ci plusa po raz drugi,
ale po raz trzeci już nie dam...

waldi1 waldi1

dobra refleksja ..ja daleko od wódeczki ...mięsko
tylko chude ...
rosołek owszem ...ale dużo pieprzu musi być ...itd ...

Dodaj swój wiersz

Ostatnie komentarze

Wiersze znanych

Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński
Juliusz Słowacki Wisława Szymborska
Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński
Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński
Halina Poświatowska Jan Lechoń
Tadeusz Borowski Jan Brzechwa
Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer

więcej »

Autorzy na topie

kazap

Ola

Bella Jagódka

AMOR1988

marcepani

(OLA)


więcej »