Wiersze SERWIS MIŁOŚNIKÓW POEZJI GRUPA AUTORÓW BEJ

logowanie
Zaloguj
Nie pamiętasz hasła?
Szukaj

Bezkresy i ziarnko /proza/




Pewnego razu Krebs Cancer zaszedł Rybę od tyłu, choćby dla znieczulenia nie walnął mocno po skrzelach, tylko zaczął niczego nie podejrzewającą zjadać - myśląc, że to Moczarka. Od tego zdarzenia Ryba, żyjąca w nieuzasadnionej nieświadomości, przecenia całą swoją oślizłość broniącą przed atakiem z zewnątrz, ale i przed Ryby wieczną dociekliwością - czy rozumieją coś z tego Sitowia.
Witaj.
Znowu nie wie, czy to Jej potrzebne wykręcanie stóp na plaży, gdy lgnie do skraju wody, czy może jest tam bo chce jeszcze raz zakorkować butelki ze spisanym i niekoniecznie od razu rzucić jak najdalej na fale – żeby niosły nie tylko swoje szumne śpiewanie ale i Jej trwonione Teraz, bo na potknięciach znowu się nie nauczyła.
Prześwit na horyzoncie sprzeciwiał się szarości rozlanej na sklepieniu. Nad klifem szare jeszcze mocniej przygniatało każdą, wydartą z takim trudem, radość stworzenia wszystkiego co na lądzie i morzu. I tym razem się Jej udało. Mogła tylko sama... po przemoczonym lekkim odpływem piasku, albo ponad powalonymi nieszczęściem końcówkami bezlistnych koron. Zapatrzona, zamyślona, do cna zagubiona w obecności czasu – wciąż chciała dalej. Do zwaliska głazów, bo może...
Fale nie były niespokojne. Chciały Ją tylko zapewnić, że czekały, nawet z lekka tęskniły i że wcale ich nie obchodzi, że Ona, foka z gdzieniegdzie poszarpanymi bokami, nie jest im niemiła.
Przystawała więc nie uskakując, gdy chciały delikatnie zbierać piasek z Jej butów. Podpływający szum odmładzał głowę, pchał jaźń w niepokonanie, wypełniał ciepłem aortę. Wszystko było zaczarowaniem rzeczywistego. Bliska i daleka pustka złamana oznaczeniami, że o wczesnym świcie rybak rozstawił sieci, składała przysięgi - że Ona kiedyś jeszcze przecież pod klif przyjść może.
Warkot helikoptera patrolującego przestrzeń wyrwał Ją z zapatrzenia.
Musi, nie wie skąd się bierze ta konieczność, ale musi dojść do głazów, bo między nimi wyjdzie na upragniony skrawek plaży z którego port będzie bliższy, a torpedownia mniej straszna.
Fale naniosły piasku między kamienie. Mogła przejść.
Zwycięstwo... jest tam, gdzie tyle lat nie zajrzała.
Fale w tym samym śpiewaniu. Chwilę od brzegu młody łabędź - samotny kołysze się na nich. To do niego szła? Nie odpływał, pokazał łabędzie oczy. Patrzyli na siebie. Schował szyję w wodzie. Znowu zerkał, odwrócił się kuperkiem, pomachał nim. Zrozumiała, że to pożegnanie. Odpływał. Zaczęła wracać. Między głazami, myślami...
W klifie mały kamień podtrzymuje głaz. Co będzie, gdy piasek obsypie się spod małego? I która siła tej wspólnoty jest najważniejsza? Piasku, kamienia, głazu czy sztormowej fali, która w przeznaczeniu. Na krańcu zapamiętania kołyszą się kormorany.
Przeceniła wszystko, co w Niej jeszcze... Musiała stanąć, bo całość Jej dryfowała w niemocy.
Jeszcze daleko do innych kamieni. Leżał na nich kawałek styropianu, na którym mogłaby odpocząć.
Pierwszy raz, odkąd poderwał Ją Krebs Cancer, płakała w bezsile. Wystraszyła się. Szła słoność w sól bezmiaru przez zmęczenie, zawinięty wokół szyi szal, czubki butów.
Spokój fal wyciszył bezradność. Podpływały zapewniając, że da radę, teraz i później, gdy przyjdzie do nich jeszcze raz. Brały na swoje grzbiety nadmiar goryczy, przekazywały siostrom, one niosły gorzkie jak najdalej, w głębiny.
Rozgrzanymi dłońmi chwytała belki wzmacniające poręcze niewielkiego pomostu. Zziębnięte stopy przeprowadziły wszystko co w Niej – w...

Później zaparzyłam herbatę. Mieszaninę wszystkiego co było w zapomnianych puszkach.
Zaczęłam czytać wiersz, który już wczoraj rano przyjęłam do pamiętania, ale chciałam być z nim wieczorem, gdy za szybą zmierzch, a w pokoju łagodne światło rozprasza mieszkające w kątach duchy i nieodkryte pajęczyny. Niedospaną nocą będę zgadywać, czy Ona, tam...

Po życiorysach przeszedł się Czas. Wstało po/wczorajsze Dziś. Zewsząd napiera rzeczywistość zamknięta w domu i ciężka od zaokiennych zdarzeń, rocznic, zachowań.
A Ona? Tak sobie zostanie, w najtrwalszym cieniu wszystkiego. Krebs Cancer wciąż przy Niej, zaciekle wierny przepędza łabędzia.




autor

A-jeszcze

Dodano: 2019-08-01 03:55:34
Ten wiersz przeczytano 309 razy
Oddanych głosów: 12
Rodzaj Wolny Klimat Smutny Tematyka Życie
Aby zagłosować zaloguj się w serwisie
zaloguj się aby dodać komentarz »

Komentarze (13)

Turkusowa Anna Turkusowa Anna

Cudowne są te Twoje wiersze i proza poetycka, Alinuś:*

Regiel Regiel

Przeczytałem i zrozumiałem.
W tej chwili nie jestem w stanie nic więcej
powiedzieć. Może po pewnym czasie.
Serdeczności.

A-jeszcze A-jeszcze


Moniko, dziękuję Ci za zrozumienie, za pamięć. Za to,
że masz chwile na przeczytanie. Za pójście śladami.

Do później.

jazkółka jazkółka

Taką piękną, morską metaforyką, mówisz o emocjach, o
sprawach najważniejszych... Uwielbiam Cię czytać,
Alinko. A ten fragment - szczególnie...:
"W klifie mały kamień podtrzymuje głaz. Co będzie, gdy
piasek obsypie się spod małego? I która siła tej
wspólnoty jest najważniejsza? Piasku, kamienia, głazu
czy sztormowej fali, która w przeznaczeniu. Na krańcu
zapamiętania kołyszą się kormorany."
Pozdrawiam znad aromatu niedzielnej kawy... :))

A-jeszcze A-jeszcze


Aniu-Promyku, dziękuję za słowo.
Ślę pozdrowienia aż do
Twojego uśmiechu.

promienSlonca promienSlonca

Witaj.
Niesamowity, opisany przekaz, zostawił u mnie, ślad
emocji, pod skórą, również.
Pozdrawiam serdecznie.:)

A-jeszcze A-jeszcze


Dziękuję
Ewie,
Mariannce,
Helin,
Marylce
za pamięć i cierpliwość.

Norbercie, jak słusznie się domyślasz z tekstu -
zdrowie poszło i zabłądziło. Nie pomogą żadne
zaczarowania, trzeba żyć od dnia do dnia. Krebs Cancer
jest wyjątkowo wierny. Postanowił nie odpuścić.
Też Cię pozdrawiam.
Dziękuję każdemu, Kto zechciał zerknąć.
Zdrowi bądźcie, szczęśliwi.

Dziadek Norbert Dziadek Norbert


Sorry za podwójnie użyte słowo "opisane". Warto
sprawdzać co się napisało...

Dziadek Norbert Dziadek Norbert


Samo życie, osobiste, nas wszystkich, niczego lub zbyt
mało na popełnianych błędach się uczące pięknie prozą
ukazane, opisane opisane. Umiemy pięknie świętować,
wygłaszać mowy, wspominać najczęściej widmo porażek,
czcić bohaterów i dalej popełniać podobne lub te same
błędy, szukać wrogów, zbroić się i szykować do wojny.
Ja i moje pokolenie mieliśmy to szczęście, że żyliśmy
w pokojowych czasach,
co będzie idąc tą drogą z następnymi pokoleniami?
Historia lubi się powtarzać. Smutno mi się zrobiło.
Pozdrawiam. Życzę Ci Alino zdrowia, zdrowia, zdrowia i
spokojnego dnia :)

helin helin

Ładna proza, dobrze się czyta. Pozdrawiam.

karmarg karmarg

pięknie piszesz Alinko dziś z nutką nostalgii
zaczytuje się w Twoich morskich klimatach:-)
pozdrawiam cieplutko:-)

Dodaj swój wiersz

Ostatnie komentarze

Wiersze znanych

Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński
Juliusz Słowacki Wisława Szymborska
Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński
Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński
Halina Poświatowska Jan Lechoń
Tadeusz Borowski Jan Brzechwa
Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer

więcej »

Autorzy na topie

kazap

Ola

Bella Jagódka

AMOR1988

marcepani

(OLA)


więcej »