Wiersze SERWIS MIŁOŚNIKÓW POEZJI GRUPA AUTORÓW BEJ

logowanie
Zaloguj
Nie pamiętasz hasła?
Szukaj

Cykl powtarza się

Blisko, tuż obok – a dalej? Co takiego kryje się za siną linią horyzontu? Niebo, przykryte stalową powłoką chmur, spada na mnie każdego dnia, miażdży mnie, grzebiąc na wieki wieków moje nędzne fragmenty ciała. Być może, ktoś je kiedyś odgrzebie i będzie oglądał każdy fragment w skupieniu, przykładając doń szkło powiększające, bądź okular elektronowego mikroskopu. Lecz to będzie już w zupełnie innym czasie i w innej czasoprzestrzeni, bowiem – ja, odrodzę się znowu, ale gdzie indziej.

A co jest pomiędzy? Co jest takiego między tymi nagłymi przeskokami prądu? Skrzą się drobinki mrozu, które uderzają mnie w twarz, w szeroko otwarte i załzawione oczy. Gdziekolwiek spojrzeć, tylko płaska jak stół równina, pokryta rzadkimi kępami traw. Nie słychać niczego poza jękami smagającego mnie wiatru, poza milczeniem i ciszą, i poza moim własnym oddechem, którego nawet ja, nie jestem w stanie wyłowić z tego odmętu nicości.

Stał tu kiedyś dom. Stoi nadal i znowu go nie ma. Zagarnęła go straszliwa otchłań czasu. Lecz oto – jest. Mały dom, zbity z szarych desek, z rozsypującym się ceglanym kominem i dwoma oknami. Pomiędzy nimi szare drzwi – zamknięte przez wieczność. Stoję obok tego domu, obok tej rozsypującej się, pochylonej mizerii, która nie potrafi mnie nawet osłonić od przejmującego wiatru. Stoję tuż obok niego, w środku, dalej i znowu gdzieś – nie wiadomo gdzie. Stoję to tu, to tam. Doświadczam dziwnym przeskoków, tak jakby to wszystko odgrywało się na starej, celuloidowej taśmie filmowej. Jakby brakowało wielu istotnych fragmentów, potrzebnych do płynnego ukazania całości obrazu. Kto pozabierał te fragmenty i gdzie one teraz są? Próbowałem wiele razy ich szukać, lecz teraz wiem, że jest to naturalny proces; ten sam, który jest odpowiedzialny za erozję nawet najtwardszych skał. Czyżbym, więc był świadkiem postępującej erozji czasu?

Siedzę na drewnianym krześle, opierając się jednym łokciem o blat pustego stołu i przyglądam się w pochyleniu szarym deskom podłogi. Następuję stopą na jedną z nich – słychać ciche skrzypienie. Stół natomiast ma w niektórych miejscach otwory po sękach; a więc proces degradacji trwa dalej. Analizuję formę słojów i rozmaite przebarwienia, gładząc je opuszkami palców. Czuję pod nimi nierówności, te mikroskopijne wzniesienia i doliny. Odłupuję wystającą zadrę, która wbija mi się nieoczekiwanie pod paznokieć, niczym cienkie i długie ostrze sztyletu. Przeszywa mnie prąd, co zostawia po sobie rwący i przeciągający się niemal w nieskończoność ból. Na blat stołu skapuje ciemnoczerwona kropla krwi. W padającej od okna smudze szarego dnia widać unoszące się, lśniące pyłki kurzu. Obserwuję z zaciśniętymi zębami te powolne wirowania, te zderzenia mikroskopijnych planet i słońc w absolutnej i niezmąconej niczym ciszy. Ból powoli ustępuje. Spoglądam teraz na leżący w kącie materac, wygnieciony przez podłużny kształt cielesnej martwoty. Wiele razy na nim umierałem i wiele razy umrę. Jest moim kresem istnienia i moim początkiem istnienia. Jeszcze przed chwilą leżałem na nim, będąc nieboszczykiem. Teraz, mimo że nadal nim jestem, to przynajmniej poruszam się, choć to poruszanie odbywa się w jakiś irracjonalny sposób, sprzeczny z jakimikolwiek prawami fizyki, tak, jak może się poruszać jedynie trup za sprawą tchniętej w niego odrobiny życia; tej oto drobiny, która pozostała gdzieś w zakamarkach ścian, pomiędzy łuszczącymi się warstwami brudu, i która w wyniku zadziałania jakiegoś tajemnego mechanizmu wsącza się jakimiś kanałami w moje sztywne ścięgna, mięśnie i spróchniałe kości.

Patrzę w sufit, w te szare deski i w zwisającą na cienkim kablu żarówkę. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio się żarzyła. Pokrył ją kurz, jak i wszystko w tym pokoju. Ja też jestem pokryty kurzem, tak jak pokrywają się kurzem martwe przedmioty. Falują w oknie płachty pajęczyn, ale nie czuję chłodu. Zapadam się w mrok. Zapadam się znowu w ten mrok, co wsysa nieubłaganie wszystko, co tylko znajduje się w jego pobliżu. Męczą mnie jakieś zniekształcone widma ludzi już dawno umarłych i widzę gwiazdy o niepokojąco wydłużonych kształtach. Rozciągnięta materia wpada po okręgu do centrum doskonale czarnej otchłani. Dom trzeszczy w posadach. Fragmenty rozerwanego dachu rozpadają się na atomy, które są ściągane z prędkością światła do wnętrza szalejącego tornada albo czarnej dziury. To samo dzieje się ze ścianami i wszystkimi innymi, wyrywanymi ze zgrzytem rzeczami. Lecę nogami do przodu w kierunku czegoś nienazwanego, będąc już całkowicie martwym przedmiotem. Przekraczam horyzont zdarzeń. Moje sztywne ciało rozciąga się coraz bardziej od niewyobrażalnego pędu. Zamienia się w pył.

*

Słyszę narastający hałas. Jestem w jakimś ciemnym tunelu. Zaczynam czuć. Zaczynam oddychać. Krew szumi mi w żyłach. I oto – otwiera się przede mną jakaś szczelina. Krzyczę, jak ktoś, kto jest porażony nagle intensywnie jaskrawym światłem. Chwytają mnie szpony. Ściskają. Nie – to nie są szpony, to są czyjeś ręce, które mnie kładą na czymś miękkim i poruszającym się rytmicznie w górę i w dół. Ktoś chce mi coś powiedzieć, tak – słyszę wyraźnie czyjś szept, co przybliża się to znów oddala, lecz nie rozróżniam słów. Moje serce uspokaja się, synchronizuje się z sercem matki. Jestem już bezpieczny. Jestem bezpieczny.

(Włodzimierz Zastawniak, kwiecień, 2017)

autor

Arsis

Dodano: 2019-09-20 00:57:19
Ten wiersz przeczytano 226 razy
Oddanych głosów: 6
Rodzaj Wolny Klimat Mroczny Tematyka Śmierć
Aby zagłosować zaloguj się w serwisie
zaloguj się aby dodać komentarz »

Komentarze (4)

AMOR1988 AMOR1988

Świetny kawałek prozy.

promienSlonca promienSlonca

Witaj.
Czytam z przyjemnością, narracja, przekaz emocji,
zatrzymuje tekst, na dłużej.
Pozdrawiam serdecznie.:)

helin helin

Ciekawy tekst. Pozdrawiam.

anna anna

To poezja umierania. Masz wspaniałą wyobraźnię!

Dodaj swój wiersz

Ostatnie komentarze

Wiersze znanych

Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński
Juliusz Słowacki Wisława Szymborska
Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński
Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński
Halina Poświatowska Jan Lechoń
Tadeusz Borowski Jan Brzechwa
Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer

więcej »

Autorzy na topie

kazap

Ola

Bella Jagódka

AMOR1988

marcepani

magda*


więcej »