Wiersze SERWIS MIŁOŚNIKÓW POEZJI GRUPA AUTORÓW BEJ

logowanie
Zaloguj
Nie pamiętasz hasła?
Szukaj

Maszyna

I

W doskonale czarnej przestrzeni ― Coś ― powoli odzyskiwało świadomość. Odzyskiwało, albo raczej tworzyło ją od samych podstaw. Lśniąca osobliwość przybierała na sile, ale nie była to eksplozja, tylko raczej rosnąca powoli jaskrawo-niebieska bańka z jakąś ziarnistą, wewnętrzną strukturą. Następowało, co jakiś czas ― gwałtowne przyśpieszenie molekularnych strumieni, które wytryskiwały z rozżarzonego centrum we wszystkich kierunkach, niczym meandrujące w absolutnej ciszy macki. Były coraz dłuższe, oplątywały wszystko… Pędziły ― ku nieskończoności. Coś dziwnego, coś, co przypominało pulsujący, unerwiony organizm, najwyraźniej zmieniało stan materialnego skupienia nie tylko w sobie, ale i wszędzie. Wirowało wokół własnej osi. Zmieniało natężenie światła. Ulegało ciągłej metamorfozie. Wypływało z oceanu nicości… Przybywało z innych wymiarów albo ― samo było tymi wymiarami. Coś, co było takie obce, niedorzeczne, groteskowe…

Przerwa w procesie trwała bardzo krótko albo całą wieczność. Nie można było tego stwierdzić, ponieważ czas był dziwnie zapętlony. To, co zaistniało, nagle ― znikło. Wszędzie wokół drgały jedynie mikroskopijne ziarna, rozsypane na doskonale czarnej membranie. Migotały. Zmieniały swoje położenie. Były bardzo daleko i były blisko. Uderzały w siebie, tworząc wiele mniejszych o coraz to innych odcieniach, innym kształcie i innej luminescencji…
Początkowa rzecz jednak istniała, tylko ekspandowała poza zasięg jakiegokolwiek postrzegania. Wszystko było zespolone jakąś neuronalną pajęczyną. Coś wewnątrz oddychało, wytwarzało enigmatyczne obrazy, jak we śnie, i zaczynało czuć w trwającym procesie wybudzania. Nabierało sił do dalszego działania, pomimo ciągłej niemożności wszelkiej identyfikacji, mimo ciągłych, nieudanych wciąż prób zrozumienia…

Strumień świadomości ponownie nabierał rozpędu. Uruchamiały się poszczególne obszary, jakby ktoś włączał w nich systematycznie prąd. Jednostajne, niskie brzęczenie przechodziło w gwizd, który osiągał stopniowo coraz wyższe rejestry, aby przekroczyć w końcu granice słyszalności. Coś zgrzytnęło w oddali, niosąc pogłos metalu zawadzającego o metal… Doszły do tego wyraźne wibracje. Czuć je było w niemal każdym zakamarku nieskończonej struktury. Rozżarzone do czerwoności nitki połączeń podnosiły stopniowo temperaturę otoczenia. Naraz ― po cichym pstryknięciu ― wszystko zgasło.

II

Coś ― nagle przejrzało… Niebo miało stalowy kolor. Świstał lodowaty wiatr. Od czasu do czasu spadały pod kątem, skrzące się w pięćdziesięciostopniowym mrozie, mikroskopijne kryształki lodu. Coś ― wyłapywało je i dokonywało skomplikowanych, fizykochemicznych pomiarów, przystając, co jakiś czas. Giętkie wypustki brodziły w głębokim śniegu, wydając przy tym ciche brzęczenie. Coś ― zmieniło nagle swoje położenie, wyczuwając czyjąś obecność…

Lecący nisko wojskowy śmigłowiec z włączonym reflektorem-szperaczem przeczesywał równomiernie równinę. Kiedy był w odległości około kilometra, wtedy ― Coś ― uniosło się momentalnie na kilkadziesiąt metrów. Zawisło bez ruchu, by po chwili ― zniknąć w oślepiającym, niebieskawym potoku światła, przypominającym błysk ogromnego flesza.

Po niespełna minucie śmigłowiec dotarł nad miejsce, w którym jeszcze niedawno było ― Coś, wzniecając przy tym śnieżne tumany pracującymi łopatami wirnika. Nie znajdując jednak niczego w czerwonym świetle reflektora, poleciał dalej, w skłębiony, sino-szary mrok nadciągającej nocy.

(Włodzimierz Zastawniak, sierpień, 2016)

autor

Arsis

Dodano: 2019-09-19 03:00:20
Ten wiersz przeczytano 803 razy
Oddanych głosów: 5
Rodzaj Wolny Klimat Mroczny Tematyka Fantastyka
Aby zagłosować zaloguj się w serwisie
zaloguj się aby dodać komentarz »

Komentarze (6)

AMOR1988 AMOR1988

Stajesz się królem mrocznej prozy.

jazkółka jazkółka

Fajne, pomysłowe. Tak sobie troszeczkę inaczej w paru
miejscach przeczytałam, niezobowiazująco bardzo:

* Wszędzie wokół drgały jedynie mikroskopijne ziarna,
jakby były rozsypane na doskonale czarnej membranie.
Migotały. Zmieniały swoje położenie. Były bardzo
daleko i blisko.
/Wszędzie wokół drgały jedynie mikroskopijne ziarna,
jakby /rozsypane na doskonale czarnej membranie.
Migotały. Zmieniały swoje położenie. Były bardzo
daleko i jednocześnie blisko.
(- dla mnie za dużo tu "było" słówka "były" ;)

*Początkowa rzecz rozrosła się na, tyle, że nie miała
już granic albo je miała,
- "coś" tu się zakałapućkało z interpunkcją ;)

*Ów punkt okazał się włączonym reflektorem-szperaczem
lecącego nisko wojskowego śmigłowca, który
przeczesywał nim równomiernie zaśnieżoną równinę,
/..., którym ten równomiernie przeczesywał zaśnieżoną
równinę./

* Kiedy śmigłowiec znajdował się w odległości około
kilometra
- Kiedy śmigłowiec /znalazł się/ w odległości...
(opisujesz zbliżanie się, ruch, a ta forma czasownika
mz określa wyraźniej moment zwrotu akcji :)

I - już na koniec - może by tak wyróżnić z tekstu
wielką literą to "coś"/"Coś" - w końcu jest tu główną
bezpostacią...? ;)

ZOLEANDER ZOLEANDER

Zatrzymuje zaciekawia... pozdrawiam

anna anna

Masz wyobraźnię i potrafisz wciągać czytelnika w swój
świat.

krzemanka krzemanka

Jak zawsze ciekawa opowieść, której pierwsza część
mówi (w moim odbiorze) o wielkim wybuchu, a druga
skojarzyła mi się z filmem o tytule "Coś",
wielokrotnie przewijającym się w tekście. Miłego
dnia:)

krzemanka krzemanka

Jak zawsze ciekawa opowieść, której pierwsza część
mówi (w moim odbiorze) o wielkim wybuchu, a druga
skojarzyła mi się z filmem o tytule "Coś",
wielokrotnie przewijającym się w tekście. Miłego
dnia:)

Dodaj swój wiersz

Ostatnie komentarze

Wiersze znanych

Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński
Juliusz Słowacki Wisława Szymborska
Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński
Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński
Halina Poświatowska Jan Lechoń
Tadeusz Borowski Jan Brzechwa
Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer

więcej »

Autorzy na topie

kazap

Ola

Bella Jagódka

AMOR1988

marcepani

(OLA)


więcej »