Wiersze SERWIS MIŁOŚNIKÓW POEZJI GRUPA AUTORÓW BEJ

logowanie
Zaloguj
Nie pamiętasz hasła?
Szukaj
Więcej wierszy na temat: Miłość

Monika (proza)

Kto ma ochotę na cd. "W cieniu wspomnień" (Monika to trzecia część - cała) ZAPRASZAM

Przyjechała specjalnie z Warszawy na ślub córki przyjaciółki z czasów studenckich, Zosi.
Nie miała ochoty jechać tak daleko, zwłaszcza, że nie lubiła ślubów, wesel. Zawsze napawały ją dawnymi wspomnieniami.
Nie mogła jednak odmówić Zosi. Co prawda ich zażyłość po studiach nieco osłabła, lecz wciąż utrzymywały kontakt mailowy. Była kiedyś druhną na jej ślubie i obiecała być na ślubie jej córki. Z powodu dużego ruchu na drodze dotarła na miejsce w ostatniej chwili i nie zdążyła przywitać się z Zosią, ani z jej rodziną przed uroczystością. Usiadła w ostatniej ławce. Teraz dyskretnie rozgląda się.

Mały wiejski kościółek, wyłożony wewnątrz drewnianą boazerią. Ściany i strop nawy pokryte są współczesną polichromią. W głównym ołtarzu duży krucyfiks oraz figury świętych pańskich i aniołów. Zadbany. Widać dobrą rękę gospodarza. Na dzisiejszą uroczystość przybrany kwiatami i białymi kokardami.
W ławkach kobiety, mężczyźni, dzieci ubrani w odświętne stroje. Dojrzała i Zosię. Nie wygląda na swój wiek, w przeciwieństwie do jej męża, który wyhodował sobie słuszny brzuszek.

Pamięta jak poznały się w bibliotece międzyuczelnianej.
Ona, z dobrze sytuowanej rodziny prawniczej z dużego miasta, a Zosia z biednej podlubelskiej wsi. Pochodzące z dwóch różnych światów dziewczyny połączyła więź, niby siostrzana. Może dlatego, że Monika miała w rodzinie tej bliższej, i tej dalszej, samych chłopaków?

Rodzice oczekiwali, że pójdzie w ich zawodowe ślady, ale Monika marzyła o historii sztuki. Znalazła taki kierunek na KUL-u i chętnie wyrwała się spod czujnego oka rodziców. Zamieszkała na stancji. Mimo że nie studiowały na jednym uniwersytecie, to los je zetknął ze sobą. Ona, umysł humanistyczny, spotkała
na swej drodze matematyczkę. Imponowała jej ta o dwa lata starsza dziewczyna. Sama do wszystkiego doszła.
Ojciec Zosi prowadził sklep spożywczy i nie był zadowolony, że najstarsza córka chce studiować. Chciałby, żeby pomogła mu prowadzić sklep, bo młodsze rodzeństwo wymagało opieki matki, więc żona musiała zostać w domu. Ale Zosia dopięła swego. Dostała się na UMCS. Mieszkała w akademiku. Była dobrą studentką i aby podreperować swój budżet udzielała korepetycji z matematyki uczniom z liceum.

Po studiach musiała jednak wrócić, gdyż ojciec podupadł na zdrowiu, a matka nie dawała sama sobie rady.
Dobrze się złożyło, że w szkole był wolny etat po matematyku, który odchodził na emeryturę. tak więc Zosia została nauczycielką. Dyrektorem był tu stary kawaler, któremu Zosia wpadła w oko. Zaimponował młodej nauczycielce stanowiskiem, dużym domem... Lepszych możliwości tu na wsi nie mogłaby mieć. Zgodziła się chętnie, Wzięli ślub, a po roku urodziła się Maria, ich córka. To właśnie ona dzisiaj bierze ślub...

Ciszę oczekiwania przerwał dźwięk kościelnych organów. To Marsz Mendelsona.
Środkiem idzie para nowożeńców. Córka Zosi w pięknej, koronkowej, białej sukni z welonem. Obok przystojny pan młody w ciemno-szarym garniturze. Za nimi para dzieciaków ubranych równie odświętnie. Dziewczynka niesie welon panny młodej a chłopiec obrączki na białej poduszeczce.
Oczy zebranych śledzą orszak.

Serce Moniki ścisnęło się z żalu. Ile by dała kiedyś, żeby mieć taki ślub. W oczach stanęły łzy. Nie dlatego, że nie kochała. I nie dlatego, że nie czuła się kochana. Ale jej ukochany znikł, równie szybko, jak się pojawił. Ale to stare dzieje. Czy warto je wspominać i rozdrapywać stare rany? Zwłaszcza, że jest szczęśliwą mężatką, żoną Andrzeja?

Ceremonia już chwilę trwała, gdy do uszu Moniki dotarły słowa kapłana. Zadrżała. Ten głos był dziwnie znajomy. Przypominał jej kogoś bardzo bliskiego. Ale to było wieki temu.

Wyjechała z domu wbrew rodzicom. Chciała być historykiem sztuki, pracować w muzeum.
- Są jeszcze młodsi bracia, oni będą kontynuować wasze prawnicze zawody - powiedziała wtedy rodzicom i złożyła papiery do Lublina.

Była dobrą uczennicą, więc nie miała problemów, żeby dostać się na wymarzone studia. Tu też nie miała problemów z nauką. Poza przesiadywaniem na wykładach miała czas nie tylko na kino i muzea, ale też na zabawy w klubie akademickim i na randki. Związki jednak były krótkotrwałe. Nie zaiskrzyło, nie było motylków w brzuchu, mówiła.

I nagle zjawił się on.
Była właśnie po zimowej sesji. Egzaminy zdała w pierwszym terminie.
Wyjechała na obóz akademicki do Zakopanego. Po powrocie trzeba będzie przysiąść nad pracą dyplomową, ale teraz należy się odpoczynek.

Świeże powietrze, nowi znajomi, zabawa, czasem przy alkoholu. Był przystojny, wysportowany, z bujną fryzurą. - Nauczę cię jeździć na nartach - powiedział, kiedy spotkali się pierwszy raz. On, student z Krakowa, prawie góral, był urodzonym narciarzem.
Dni szybko mijały. Pierwsze nieśmiałe pocałunki przerodziły się w namiętną miłość. Nie zastanawiała się długo, oddała mu nie tylko serce, ale i ciało.
Na koniec turnusu wymienili się numerami telefonów. Obiecali sobie, że będą się odwiedzać.

Monika wróciła do Lublina. Zajęła się nauką.
Mijały dni, tygodnie, a Kuba się nie odzywał.
- Nie zadzwonię do niego pierwsza, niech sobie nie myśli, że jest nie do zastąpienia - myślała ze złością. Ale im dłużej nie dzwonił, tym bardziej cierpiała. Wspominała gorące spojrzenie jego bursztynowych oczu, delikatne dłonie, które pieściły ją w czasie upojnych nocy, gorące pocałunki, przyspieszone oddechy... - Dałam się na to nabrać - nie mogła spać, przeżywając swoją porażkę. Zaczęła opuszczać zajęcia. Coraz częściej źle się czuła, irytowała ją ta sytuacja. - To pewnie stres, muszę się wziąć w garść. Któregoś dnia koleżanka, która była świadkiem jej złego samopoczucia, zapytała: - Czy ty nie jesteś czasem w ciąży?
Tylko tego by brakowało... Zrobiła test ciążowy. Okazał się pozytywny. Załamało ją to. Kuba dalej się nie odzywał. Postanowiła zadzwonić do niego.
- Powinien wiedzieć, że spodziewam się jego dziecka - mówiła sobie. Kilka razy dzwoniła na numer, który jej podał, ale telefon w kółko powtarzał: "abonent jest nieosiągalny lub poza zasięgiem". W końcu dotarło do niej, że musi poradzić sobie sama. Koleżanka podpowiadała aborcję. Ale to było dziecko miłości, nie jakiejś pomyłki. Przynajmniej chciała w to wierzyć. Bała się tylko reakcji rodziców.

Zbliżała się Wielkanoc. Musi im o tym powiedzieć. Tylko jak? Mama ją może zrozumie, a ojciec...?
Przyjechała do domu. Zapanowała radość z jej przyjazdu. Monika przez chwilę zapomniała o swoim problemie. To dopiero drugi miesiąc, nic nie widać, - może jeszcze nic im nie mówić? Może Kuba wreszcie się odezwie? Byłoby wtedy łatwiej.
- Monisiu - odezwała się babcia Stasia, gdy już się przywitały - jakoś źle wyglądasz, schudłaś. A na osobności: - czy ty dziecinko, nie jesteś czasem w ciąży? Babcia zniżyła głos, jakby chciała zatrzymać tę tajemnicę tylko dla nich obu.
- Tak, babciu. Monika, mówiąc to, rozpłakała się. Babcia objęła wnuczkę ramieniem i chwilę tak siedziały przytulone do siebie.
Milczały, kiedy weszła mama. Jadwiga wyczuła jakieś napięcie w powietrzu. - Stało się coś? - zapytała. Monika spojrzała na babcię i skinęła głową, dając znak, żeby to babcia wypowiedziała tę straszną wiadomość.
- Będę prababcią, a ty Jadwigo babcią, wiesz, nawet się cieszę. Mam już dużo lat, bałam się, że nie doczekam prawnuków.
Jadwiga na chwilę zaniemówiła. - A ojciec dziecka, co on na to? Monika milczała.
- Dziewczyno, gdzie ty miałaś głowę? - oburzył się ojciec, gdy ta wiadomość i do niego dotarła. - Ale teraz, to chyba wiesz, co powinnaś zrobić. Mam znajomego lekarza, który ma prywatny gabinet. Załatwimy to szybko.
- Nie mam zamiaru robić aborcji - odrzekła Monika, zaciskając dłonie w pięści ze zdenerwowania.
- To jak sobie wyobrażasz przyszłość? Jeszce nie skończyłaś studiów. Kto zechce pannę z dzieckiem, a sama... jak wychowasz dziecko?
- Poradzę sobie - odpowiedziała drżącym głosem.

Ale pewności takiej nie miała. Miała natomiast nadzieję, że Kuba w końcu się odezwie, że zaopiekuje się i nią i dzieckiem. Jak się dowie, na pewno jej nie zostawi. Mimo wszystko tliła się w niej jeszcze iskierka nadziei. Przecież mówił, że ją kocha. Nie miała tylko pojęcia, jak go znaleźć. Znali się krótko. Niewiele o sobie wiedzieli. Nawet nie opowiadał co studiuje, ani gdzie mieszka. A może ją okłamał? Może miał swoje tajemnice? Może była dla niego tylko przelotną miłostką? Czuła się skrzywdzona.
Pytań miała wiele i na żadne z nich nie znała odpowiedzi. A tygodnie mijały.

Z rozmyślań o dawnych czasach wyrwał Monikę głos kapłana. W ciepłym, przyjaznym tonie przypominał nowożeńcom o ich obowiązkach względem siebie, rodziny, Boga.

Słyszała już ten melodyjny, niski głos, dawno temu, za dawno, żeby móc się nie pomylić. Spojrzała na mówiącego, mężczyzna w średnim wieku, lekko łysiejący, w okularach, kołysze się w czasie poruszania się przy ołtarzu. - Chyba powłóczy nogą. Nie przypominał jej nikogo ze znajomych.

Znowu myślami wróciła do dawnych czasów.

Po powrocie do Lublina wzięła się za naukę. W czerwcu udało się jej obronić pracę dyplomową. Zaczęła szukać pracy, ale brzuszek ciążowy zaczynał już być widoczny. Czy z tego powodu, czy z braku miejsc, nie było to takie proste.

Pewnego dnia spotkała w Kuratorium Oświaty swojego szkolnego kolegę Michała. Poszli na kawę, wspominali dawne czasy. Okazało się, że pracuje w szkole jako matematyk. Monika zwierzyła mu się z kłopotów w szukaniu pracy.
- Gdybyś chciała, to w naszej bursie jest wolne miejsce na wychowawcę. Wiem, że to poniżej twoich ambicji, ale za rok, może dwa, historyczka odchodzi na emeryturę. Chciałabyś zostać panią psorką?* - zapytał półżartem.
- Wiesz, że to niegłupi pomysł, zwłaszcza w mojej sytuacji? Mówiąc to wskazała na brzuch, który powiększał się w zastraszającym tempie. Nie mam wielkiego wyboru, a do domu nie chcę wracać.
- A gdzie ojciec dziecka, jeśli wolno spytać?
- Jeszcze nie wie, że zostanie tatusiem - odpowiedziała ze smutkiem.

Michał objął ją wtedy ramieniem. - Dasz radę - powiedział pocieszająco.
Nie miała wyboru, musiała dać sobie radę, była winna temu maleństwu, które nosiła pod sercem, a nie chciała narażać się na wyrzuty ojca.

Rozległ się głośny dźwięk organów, który przywołał ją do teraźniejszości.
Monika wodziła wzrokiem po obecnych. W większości stali parami. - Czy są szczęśliwi? - przeszło jej przez myśl.

Ona czuła się szczęśliwa przez dwa tygodnie. Potem mijały miesiące bez Kuby, bez nadziei, że kiedykolwiek go zobaczy.

Przyjęła propozycję Michała, zatrudniła się w bursie jako wychowawca, zajęła się pracą. Starała się mniej myśleć o Kubie, układała sobie życie bez niego.
Michał wpadał czasem na kawę, fajny kumpel. Okazało się, że mają wiele wspólnych tematów, jednak żadne z nich nie wspominało o osobistych przeżyciach. Oboje mieli złe doświadczenia.

Ciąża już była widoczna, dlatego Monika nie jeździła do Warszawy. Nie chciała drażnić ojca. Dzwoniła tylko do mamy, do babci, do braci. Bardzo brakowało jej ich wsparcia, ale duma nie pozwalała jej prosić o pomoc. Jadwiga sama podsyłała jej jakieś pieniążki, bo zdawała sobie sprawę, że z pensji wychowawcy ciężko się utrzymać, wynajmując mieszkanie.

- Dobrze się odżywiaj, rób regularne badania - przypominała jej mama - a znasz już płeć dziecka? - dopytywała się z ciekawością. - Babcia z dziadkiem też czekają z niecierpliwością na dzieciątko.

Z zamyślenia wyrwał ją płacz dziecka. Rodzice szybko wyszli z kościoła, aby nie przeszkadzać w ceremonii.
- Jedno płaczące dziecko, dwoje rodziców. Ja musiałam dać sobie radę z bliźniakami... Po zrobieniu USG okazało się, że zamiast oczekiwanego jednego - dwójka... Szok!

Na szczęście, Michał często przychodził, aby jej pomóc. Czuł się trochę za nią odpowiedzialny. Robił jej zakupy, pilnował niemowlęta, kiedy ona gotowała, czy brała prysznic. Takie prozaiczne zajęcia bardzo utrudniały życie singielki. Nie mówiąc o wyjściu na spacer, czy do lekarza. W ostatnim czasie zbliżyli się do siebie, ale byli tylko przyjaciółmi. Żadne z nich nie miało ochoty na przekraczanie tej bariery, a mimo to tak byli postrzegani z boku.
Kiedyś zrobił jej gorącą czekoladę i podając, zacytował Mirindę Ingram (brytyjską dziennikarkę): "czekolada jest bardziej niezawodna niż mężczyzna". To była gorzka konstatacja, ale potrzebowała trzeźwego spojrzenia na obecną sytuację.
- Dzwoniłaś już do rodziców? Co na to, że zostali podwójnymi dziadkami? - zapytał niepostrzeżenie, kiedy pili ten pachnący napój.
- Wiem, że powinnam zadzwonić, ale zbieram się dopiero na odwagę.
- Jestem przy tobie, mogę potrzymać za rękę. Odwagi dziewczyno! Im dłużej zwlekasz, tym ci będzie trudniej przekazać taką nowinę - dodał.

Kiedy mama dowiedziała się, że urodziła bliźniaki, wzięła sobie urlop i przyjechała pomóc córce.
Wieczorami, kiedy chłopcy już zasnęli, długo rozmawiały. Jadwiga próbowała przekonać córkę, że najlepszym wyjściem będzie powrót do domu. Przynajmniej na okres urlopu...
- Dziadkowie się ucieszą, a ojca biorę na siebie; zaskoczyłaś go, a wiesz jak on dba o opinię. Po chwili milczenia dodała: - pamiętam, jak bardzo się cieszył, kiedy przychodziliście na świat.

Msza przeciągała się. Małe dzieci, zmęczone, czy znudzone, zaczęły się wiercić w ławkach, a niektóre nawet chodzić po kościele. Póki nie płakały, czy nie przeszkadzały, nikt nie zwracał na nie uwagi, poza Moniką, której przypominały się sceny z jej chłopcami.

Po powrocie zamieszkała z rodzicami. Dzięki pomocy mamy i Janki, nawet takie sytuacje, jak dziecięce choroby bliźniaków, były łatwiejsze do przebrnięcia. Babcia Stasia z dziadkiem Józefem siadywali przy łóżeczkach i godzinami wpatrywali się w słodkie twarzyczki chłopców. Byli dumni, że doczekali prawnuków. Monika nie miała sumienia odmówić im wyboru imion. Tak więc bliźniacy otrzymali na chrzcie Franciszek i Wojciech.
Zdobyli nawet serce dziadka Łukasza. Nic dziwnego, jego bliźniacy już podrośli, mieli własny świat.
Dziś to już piętnastolatkowie. Jak ten czas mija...

Msza miała się ku końcowi. Teraz najważniejszy moment ceremonii ślubnej. Wszyscy zaproszeni goście bacznie obserwują parę młodych. Monikę znów zelektryzowały słowa księdza: - “Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?”
Nie, to nie słowa obudziły wspomnienia, a głos, niski, delikatny...
- Tak, taki tembr głosu miał Kuba. Ale to przecież nie on tu jest. Wspomnienie o nim płata figle mojej wyobraźni - pomyślała. Dlaczego dzisiaj? Może, gdyby wtedy odezwał się, życie potoczyłoby się inaczej. Gdyby poprosił ją o rękę, byłaby najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Może... Nie, to pewne... przed ołtarzem, to oni składaliby sobie przysięgę. Ale, czy byliby razem do dzisiaj? Tak różnie to przecież bywa... Szczęścia nie gwarantują obrączki ani przysięga. Najlepszy dowód na to, to historia Andrzeja.

Ożenił się z najładniejszą dziewczyną na roku, ale wkrótce okazało się, że żona ma mało tradycyjne podejście do tej instytucji. Tajemnicą poliszynela było, że lubi kobiety. Nim nie była zainteresowana. Tylko że on dowiedział się o tym ostatni. Nie chciał rozgłosu, rozwód był za porozumieniem stron.

Poznała go, kiedy po powrocie z urlopu wychowawczego, zatrudniła się w warszawskiej szkole, jako nauczyciel historii. Nie chciała być dłużej na utrzymaniu rodziców, chłopcy poszli do przedszkola. Już pracując w bursie połknęła bakcyla pedagogicznego, więc praca z młodzieżą jej odpowiadała.
Andrzej, przystojny wuefista, pachnący old spice'm, wpadł jej w oko. Nie był związany z żadną kobietą.
Dużo czasu spędzali ze sobą w szkole, czasem spotykali się po lekcjach; zaprzyjaźnili się. Była to pierwsza osoba, przed którą Monika otworzyła się. Pewnego dnia opowiedziała mu swoją historię, tak zwyczajnie, bez emocji, jakby opowiadała o kimś innym. Dotarło do niej, że musi odciąć się od przeszłości, że najważniejsza jest teraźniejszość i przyszłość.

A przyszłość należała do nich, czego Andrzej jeszcze wtedy nie wiedział.
Zawiódł się na pierwszej dziewczynie, źle ocenił sytuację, za co winił tylko siebie. Nie zamierzał z nikim się wiązać, zwłaszcza z kobietą, która miała na wychowaniu dwóch chłopców, ale nie chciał siedzieć sam w domu i użalać się nad sobą. Z Moniką łączyły ich wspólne zainteresowania i poczucie humoru. A ona, dzięki pomocy rodziny, miała czasem wolne wieczory na kino, teatr, muzea. Tu była niedościgła, jako ekspertka od historii sztuki. Miło spędzali czas. Coś ich do siebie ciągnęło.
Wcześniej czy później musiało się to stać.

Pewnego razu poszli na spacer. Zapowiadał się piękny wieczór, lecz w powrotnej drodze złapał ich deszcz.
- Mieszkam tu niedaleko, wstąpmy, osuszysz się, a potem odwiozę cię autem - zaproponował.
- Zdejmij tę bluzkę, bo się przeziębisz - mówiąc to przebiegł wzrokiem po jej piersiach. Dostrzegł nabrzmiałe sutki, a w oczach dojrzał pożądanie. Był tak blisko... Monika objęła go za szyję. Nie mógł jej nie pocałować. - Jaka ona jest namiętna - pomyślał tylko. Wziął na ręce i zaniósł do łóżka. Był to jeden z pierwszych ich wspólnych intymnych wieczorów.

- Nareszcie wiem, co to jest miłość, zamieszkaj ze mną, jestem gotowy zaryzykować - powiedział któregoś takiego wieczoru.
- Wiesz, że mam dwóch czterolatków, nie mogę ich zostawić rodzicom - odparła spokojnie.
- Nie zamierzam zabierać im mamę, ale może spróbuję być dla nich tatą. Kocham cię.
- Ja też cię kocham - odpowiedziała z łezką w oku.
- Ale nie dlatego, że potrzebujesz ojca dla swoich synów? - dorzucił ze śmiechem.

W odpowiedzi oberwał poduszką.

- To teraz musisz mnie zapoznać z twoimi chłopcami, twoją rodziną. Jak myślisz, zaakceptują mnie?
- Jeśli nauczysz ich grać w piłkę?
- Pod warunkiem, że ty będziesz stać na bramce.

Nauczył. Świetnie się dogaduje z nimi już ponad dziesięć lat. A ona jest szczęśliwa.
Nie myślała o bolesnej przeszłości... do dzisiaj.

Po ślubie wszyscy wyszli z kościoła, złożyli życzenia młodej parze. Monika przywitała się też z Zosią i jej mężem. Nie zamierzała długo zostać na przyjęciu. Obiecała odebrać chłopaków od rodziców przed północą, a Andrzej pojechał na zgrupowanie ze swoją drużyną. Chciała tylko chwilę porozmawiać z Zosią.
- Zosiu, wierzę, że Marysia będzie szczęśliwą mężatką. Pięknie wygląda - pochwaliła pannę młodą. Macie jakiegoś nowego księdza - dodała niby od niechcenia.
- A tak, przyszedł do nas niedawno. To Kuba R.

Pod Moniką ugięły się nogi, gdy to usłyszała, ale starała się, aby nie było po niej widać zaskoczenia.
- A co mu się stało, że kuleje? - zapytała nie zdradzając większego zainteresowania.
- Nie uwierzysz. Podobno, jako młody chłopak miał wypadek na motorze. Kolega, któremu pozwolił kierować zginął na miejscu, a on leżał długo na OIOM-ie. Wtedy, modląc się, obiecał, że jak wyjdzie z tego, to poświęci swoje życie Bogu. I został księdzem. Bardzo porządny człowiek. Odkąd tu jest u nas, odmalował kościół, zagospodarował plac wokół. Ludzie mu ufają.

- Macie szczęście, że do was trafił - odrzekła i zamyśliła się.

- Ja nie miałam tyle szczęścia, ale przynajmniej wiem, że nie oszukał mnie - pomyślała. Może nawet szukał jej po wypadku, ale co to by zmieniło. Miałby dylemat czy wybrać mnie, czy Boga. Może lepiej się stało? W tym momencie postanowiła nie mówić mu o synach. Nie będzie burzyć poukładanego życia, ani jemu, ani chłopcom. Teraz, kiedy zna prawdę, łatwiej będzie jej zamknąć tamten etap życia. Może kiedyś zdradzi swoją tajemnicę?

Wracała do domu z lżejszym sercem. W Warszawie czekają na nią trzej wspaniali mężczyźni jej życia. Kocha ich i nie zmieni tego chwilowy powrót we wspomnieniach do przeszłości.

-----------
*popularny skrót od 'profesorka', używany przez uczniów

autor: Teresa Mazur

Druga część jest o prababci Leokadii, napisana dawno temu. Jeśli są chętni do takich długich opowiadań to kiedyś wrzucę.

Dodano: 2021-03-03 22:29:43
Ten wiersz przeczytano 478 razy
Oddanych głosów: 24
Rodzaj Biały Klimat Refleksyjny Tematyka Miłość
Aby zagłosować zaloguj się w serwisie
zaloguj się aby dodać komentarz »

Komentarze (26)

_wena_ _wena_

Wcześniej z przyjemnością przeczytałam ciekawą prozę i
na nią zagłosowałam.
Serdecznie pozdrawiam :)

Babcia Tereska Babcia Tereska

Mily, Halinko, dzięki za czytanie. Wiem, że długie i
nie każdy ma czas...
Pozdrawiam

Halina53 Halina53

O... zaskoczyłaś w końcówce... dylemat, postępowania i
wyboru,
Pozdrawiam serdecznie Tereniu

Mily Mily

Wciągająca opowieść.
Każde dziecko ma prawo do poznania swoich rodziców.
Bez względu na konsekwencje mz..
Pozdrawiam :)

Babcia Tereska Babcia Tereska

Dziękuję bardzo gościom za czytanie i komentowanie.
Jutro będzie historia babci Leokadii.
Pozdrawiam

zyka zyka

Bardzo ciekawa i piękna historia. Wzruszyłem się.
Cieplutko pozdrawiam.:-))

sisy89 sisy89

Piękna opowieść, wzruszająca. Bardzo mi się podoba.
Pozdrawiam serdecznie :)

promienSlonca promienSlonca

Witaj Tereniu.:)
Piszesz wspaniale, tekst zaciekawia i wciąga, w
historię życia, Moniki.
Bardzo na TAK!
Pozdrawiam i myślę, ze będzie c.d.

Pozdrawiam serdecznie.:)

krzychno krzychno

Witaj Tereniu:)

Przeczytałem z wielkim zainteresowaniem:)

Pozdrawiam serdecznie:)

kowalanka kowalanka

Samo życie ciekawie opisane:)pozdrawiam serdecznie

Babcia Tereska Babcia Tereska

Skoruso, Tereniu, Marianie, wszystkim wielkie dzięki.
Miłego popołudnia

M.N. M.N.

Ciekawa historia i dobrze opisana, a o prababci
Leokadii chętnie poczytam :)

Tessa50 Tessa50

Teresko, nie samo wicie wzruszająca życiowa
historia...czasami tak jest, że historia zatacza koło
...z wielką uwagą czytałam i chcę czytać dalej Wiją
jakże interesująco napisaną prozę. Serdeczności :)

skorusa skorusa

...super proza....pozdrawiam.+

Babcia Tereska Babcia Tereska

Grażynko, tarnawargorzkowski, pozostali goście,
podziwiam za wytrwałość przy czytaniu, bo to długie,
ale puściłam całość.
Pozdrawiam

Dodaj swój wiersz

Ostatnie komentarze

Wiersze znanych

Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński
Juliusz Słowacki Wisława Szymborska
Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński
Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński
Halina Poświatowska Jan Lechoń
Tadeusz Borowski Jan Brzechwa
Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer

więcej »

Autorzy na topie

kazap

Ola

Bella Jagódka

anna

AMOR1988

marcepani


więcej »