Wiersze SERWIS MIŁOŚNIKÓW POEZJI GRUPA AUTORÓW BEJ

logowanie
Zaloguj
Nie pamiętasz hasła?
Szukaj

Śmierć, która przerwała samotność

I


Wog Marshall cierpiał przez całą noc. Przewracał się z boku na bok. Przysypiał na chwilę i znowu się budził. Męczyły go koszmary. Śniła mu się jego ukochana żona, Ann. Jechali samochodem poza miasto. Ann opowiadała mu najpierw z uśmiechem jakąś historię ze szkolnych lat, potem mówiła coś o dziecięcym wózku, śpioszkach. Przeskakiwała dziwnie z tematu na temat. Spodziewali się dziecka. Ann była w siódmym miesiącu ciąży. Nie mogli się już doczekać, aż przyjdzie na świat ich córeczka, Caroline, tym bardziej, że była to już trzecia próba zajścia w ciążę. Ann poroniła dwa razy. Ale teraz, widział w jej oczach szczęście. Oboje byli szczęśliwi. Snuli plany na przyszłość. Jechali do nowego mieszkania. Opowiadał ze szczegółami o meblach, o tym, na jaki kolor pomaluje ściany pokoju ich córeczki. Spełnienie było na wyciągniecie ręki… – Nawet nie zauważyli TIR-a, który zjechał niespodziewanie na ich pas. Nastąpiło czołowe zderzenie. Krótki błysk, przeraźliwy krzyk…


II

Przytomność odzyskał dopiero po dwóch tygodniach w szpitalu. Powiedzieli mu, że ledwo uszedł z życiem, natomiast jego żona nie miała szans. Samochód po stronie pasażera był całkowicie zmiażdżony. Ann zginęła na miejscu razem z ich córeczką, Caroline. Widział jak przez mgnienie nadjeżdżającego z naprzeciwka kolosa. Potem był już tylko zgrzyt gniecionej blachy i przerywany pisk. Ów pisk narastał coraz bardziej, aż zaczął świdrować w uszach. Męczył skołowany umysł…
Wog otworzył nagle oczy, wydając z siebie okrzyk przerażenia. Narastający, przerywany pisk okazał się być dźwięczącym od dobrych piętnastu minut budzikiem. Już nieco uspokojony sięgnął ręką w jego stronę, naciskając czerwony guzik. Piszczenie ustało. Miał na czole krople potu. Ten sam sen śnił mu się od prawie ośmiu lat. Spojrzał w otwarte, balkonowe okno. Firanka lekko falowała, a do pokoju wpadały już jasne promienie słońca. Spojrzał na zegarek – dochodziła szósta rano. Zwlókł się z łóżka, postawił stopy na podłodze i oparł się łokciami o kolana. Bolała go z tyłu głowa, a w mostku czuł ucisk. Wstał z trudem i podszedł do stolika. Wziął dwie tabletki aspiryny i popił przegotowaną wodą ze szklanki. Usiadł na krześle i odczekał kilka minut, ale ból nie ustępował. Wziął kolejne dwie. Po około 10 minutach ból nieco zelżał.
Podszedł powoli do okna. Odsunął firankę i nabrał głęboko powietrze do płuc. Był ostatni dzień lipca. Wszedł na balkon. Tuż przy nim rosły strzeliste topole. Liście w łagodnych powiewach wiatru, jakby oklaskiwały jego przybycie, szumiały, opowiadały szeptane, nieznane nikomu historie. Zbliżył się do balkonowej poręczy i oparł się o nią. Za topolami rozciągała się rozkwiecona łąka, a jeszcze dalej złote łany pszenicy, które kołysały się niczym fale oceanu. Absolutne uspokojenie, śpiew ptaków i słodki zapach kończącego się powoli lata, królowały tutaj niepodzielnie. Błękitne niebo poprzetykane było pojedynczymi obłokami, które przesuwały się w jakimś majestatycznym pędzie. Nie zakłócały tej sielanki, nawet przejeżdżające od czasu do czasu samochody po szosie i ludzkie głosy budzącego się miasteczka.
Poczuł się trochę lepiej i nawet chciał już coś zjeść, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Przeszedł przez pokój, zabierając po drodze przerzucony przez oparcie krzesła szlafrok. Narzucił go na siebie w pośpiechu. Otworzył drzwi. To była pani Margaret, właścicielka tego starego domu. Przyszła po opłatę za sierpień. Wog zawahał się przez chwilę, ale otrząsnął się i sięgnął do szuflady obok. I kiedy podawał odliczoną kwotę, pani Margaret zapytała go czy czuje się dobrze, bo bardzo źle wygląda i czy ma ochotę zejść do niej na śniadanie. Powiedział, że za chwilę zejdzie. Pani Margaret podziękowała za pieniądze i odeszła. Zamknął za nią drzwi. Usiadł z powrotem na krześle, dopijając wodę ze szklanki. Po chwili wstał, ogolił się i włożył przewiewne ubranie, ponieważ zapowiadał się kolejny, niezwykle upalny dzień. Kiedy mijał na parterze drzwi do mieszkania pani Margaret, rozmyślił się i poinformował ją, że nie skorzysta z posiłku. Po czym wyszedł do miasta.

III

Mimo wczesnej pory było już sporo ludzi. Na rynku trwały przygotowania do całodziennego festynu. Odbywały się próby na ustawionej pośrodku scenie. Podobno miała wystąpić wieczorem jakaś muzyczna gwiazda. Wog`a mało to wszystko interesowało. Był myślami, gdzie indziej. Znowu zaczęła boleć go głowa. Czuł narastający ucisk za mostkiem. Skręcił w boczną alejkę i udał się do parku, tam było nieco spokojniej. Mijały go rozbawione dzieci na rowerkach z przyczepionymi doń różnokolorowymi balonikami.
Znalazł w zacienionym miejscu ławkę. Usiadł na niej. Obserwował teraz cały ten gwar z daleka. Dochodziły do niego przytłumione, dziecięce śmiechy i ogólny szmer krzątającego się rynku. Ustawiały się kolejki pod małymi sklepikami i rozmaitymi kramami z watą cukrową, balonami, świecidełkami i czym tam jeszcze. Przez te wszystkie lata nie związał się z żadną kobietą. Zbyt mocno kochał Ann. Była dla niego wszystkim. Po jej stracie nie mógł się do końca pozbierać. Zmieniał miejsca zamieszkania. Imał się rozmaitych zajęć. Raz był malarzem pokojowym, innym razem sprzedawał hamburgery z furgonetki. Łapał cokolwiek, aby zarobić na chleb i wynajem pokoju. Było mu wszystko jedno.
I kiedy tak rozmyślał, spostrzegł kontem oka uśmiechniętą, młodą kobietę z około 8-letnią dziewczynką. Szły spokojnie alejką w jego kierunku. Jej jasne i długie włosy powiewały, mimo że było teraz bezwietrznie. Kobieta szepnęła coś dziewczynce do ucha, wskazując na niego ręką. Pociekły mu po twarzy łzy. Wyobraził sobie, że jest teraz z Ann, a Caroline miałaby już…nagle, coś przykuło jego uwagę: „Nie! – Przecież, to niemożliwe!” – Przeszła mu przez głowę myśl z prędkością błyskawicy! – „Ann?!” Ta kobieta wyglądała jak ona. Miała nawet tę samą zieloną sukienkę, kiedy poznali się pierwszy raz! Była tuż przed nim. Ten sam uśmiech! Te same oczy skryte za okularami! Bronił się z całych sił, że przecież to nie może być prawda!
– Ann? – To ty, kochanie? – Jego szept był dziwny i niewyraźny. – Ale jak to możliwe, przecież ty nie żyjesz od 8 lat! – Zdołał jeszcze jakimś cudem wykrztusić.
– Podaj mi swoją dłoń, Wog – powiedziała ściszonym głosem, Ann.
Wog poczuł ogień w piersi, a kolana ugięły się pod nim.
– To ja, kochanie – twoja, Ann. Przyszłam po ciebie. Będziemy już razem i na zawsze. – To jest twoja córka, Caroline.
Wog spojrzał na nią.
– Boże, córeczko moja…– to jest sen, prawda?
– Nie, Wog, to nie jest sen. Jesteśmy tutaj naprawdę, ale tylko ty nas widzisz. Podaj nam dłonie.
Wzięły go za ręce i poprowadziły przed siebie. Zobaczył, że wszystko stawało się coraz jaśniejsze. Wyrastało przed nimi cudowne światło. Otaczało ich.

IV

Pani Margaret szykowała obiad i jak miała w zwyczaju słuchała przy tym popołudniowych wiadomości z lokalnej rozgłośni radiowej:
„Przedstawiamy państwu najświeższe wiadomości” – rozległ się głos spikera. – „Niestety, zaczynamy nasz serwis informacyjny od przykrego zdarzenia. Otóż jakieś dwie godziny temu zostały znalezione w parku miejskim zwłoki mężczyzny. Z dokumentów, które miał przy sobie denat, można wywnioskować, że to 42-letni, Wog Marshall. Lekarz wezwany na miejsce stwierdził, że przyczyną zgonu był najprawdopodobniej rozległy zawał serca. A teraz dalsze informacje z kraju i z zagranicy…”

(Włodzimierz Zastawniak)

autor

Arsis

Dodano: 2019-09-11 01:19:52
Ten wiersz przeczytano 174 razy
Oddanych głosów: 5
Rodzaj Wolny Klimat Smutny Tematyka Miłość
Aby zagłosować zaloguj się w serwisie
zaloguj się aby dodać komentarz »

Komentarze (4)

AMOR1988 AMOR1988

Czasami tak jest że jesteśmy przygotowani na nagłość
zdarzenia żyjemy codziennością na przykład gotując A
to nagle bu i po wszystkim.

promienSlonca promienSlonca

Witaj.
Podoba się tekst, w odbiorze wzrusza dogłębnie.
Dobre pióro.
Pozdrawiam serdecznie.:)

Sławomir.Sad Sławomir.Sad

Wzruszające opowiadanie.
Z przyjemnością przeczytałem.

krzemanka krzemanka

Ciekawa opowieść na granicy snu i jawy.Śmierć, która
ją kończy zdaje się być happy endem. Pozdrawiam
autora:)

Dodaj swój wiersz

Ostatnie komentarze

Wiersze znanych

Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński
Juliusz Słowacki Wisława Szymborska
Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński
Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński
Halina Poświatowska Jan Lechoń
Tadeusz Borowski Jan Brzechwa
Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer

więcej »

Autorzy na topie

kazap

Ola

Bella Jagódka

AMOR1988

marcepani

magda*


więcej »