Wiersze SERWIS MIŁOŚNIKÓW POEZJI GRUPA AUTORÓW BEJ

logowanie
Zaloguj
Nie pamiętasz hasła?
Szukaj

W cieniu...

dużo, ale to już koniec tego rozdziału

W Płocku

Przyjechał tydzień później. Z wysłużonego BMW-u wysiadł niemłody już, ale dobrze zbudowany mężczyzna o wyprostowanej sylwetce. Podszedł najpierw do pani Jadwigi, przywitał się, potem do Janki. Energicznie uścisnął jej rękę.
- Wejdź, zaraz przyjdzie mąż na obiad, może i ty zjesz? - zwróciła się do niego Jadwiga.
- Chętnie sobie odpocznę przed powrotną podróżą - odrzekł.
- Jak się jechało? Duży ruch na drodze? - spytał Łukasz witając się z gościem.
- Nieźle, ale w powrotnej drodze nie da się ominąć zwiększonego ruchu. Po południu będą wracać do domu urzędnicy - odrzekł.

Zasiedli do obiadu. Rozmowa między mężczyznami toczyła się wokół tematów politycznych i sportowych. Leon kątem oka obserwował podającą do stołu Jankę.
Niezła z niej babka, - pomyślał - ładne, rude włosy, ale spięte w staroświecki koczek.

- Usiądź z nami, zjedz przed podróżą - powiedział Łukasz, kiedy Janka przyniosła drugie danie - wypadałoby też omówić warunki twojej pracy u Leona. Muszę mieć pewność, że oddaję cię w dobre ręce - uśmiechnął się. - Najważniejsze, żeby miała ciągłość składek do ZUS-u - tymi słowami zwrócił się do Leona.
- Nie martwcie się, nie będzie miała u mnie krzywdy. Wszystko zgodnie z prawem.

Po wypiciu kawy pożegnali się z Jadwigą i Łukaszem i wsiedli do auta. Po drodze niewiele rozmawiali. Ruch na drodze był duży i Leon musiał skupić się na jeździe.
Przyjechali do Płocka, kiedy już słońce chyliło się ku zachodowi, rzucając długie cienie przydrożnych drzew na drogę. Zajechali na stare osiedle, weszli do mieszkania na trzecim piętrze. Duże, jasne, urządzone na bogato - pomyślała Janka, a na głos dodała:
- Ładne mieszkanie, widzę, że starał się pan utrzymać porządek, ale na jednego mężczyznę to dużo - zwróciła się do Leona ze zrozumieniem, spoglądając na szereg butów w przedpokoju i obwieszony ubraniami wieszak.
- Do niedawna miałem kobietę do pomocy, ale wyjechała do sanatorium. Po kuracji ma zamiar jechać do córki.
- No tak, samemu źle, wiem coś o tym, chociaż ja na brak ludzi wokół nie mogłam narzekać.
- Janko, mówmy sobie po imieniu - zwrócił się do niej z uśmiechem - jestem Leon, ale mów mi Leo. Nikt tak na mnie nigdy nie mówił, będzie to jakaś odmiana. Na prawo jest łazienka, a to jest twój pokój - mówiąc to, pomógł zanieść jej bagaż. Myślę, że będziesz ci tu dobrze.

Rozejrzała się wokół: ładny pokoik, wygodne łóżko, a właściciel uprzejmy - stwierdziła z zadowoleniem.

Przy kolacji wymienili sobie kilka uprzejmości.
Ciekawe, jaki jest na co dzień. Słyszała kiedyś, że wojskowi lubią mieć wszystko pod linijkę i pod rozkazami. Na razie jest miły, stwierdziła.

- Janko, dzisiaj odpocznij, a jutro po śniadaniu porozmawiamy o twoich obowiązkach i przywilejach.

Tak jak przewidywała, obowiązków nie było za dużo: po wstępnych generalnych porządkach będą to już tylko normalne zakupy w pobliskim markecie, gotowanie posiłków, sprzątanie, a także poranna kawa z pianką do łóżka i gazeta poranna. Lubię jeszcze poleżeć i poczytać. Dawno tego nie robiłem - usprawiedliwiał się.
- Masz codziennie dwie godziny wolnego. W pobliżu jest ładny park, chodzą tam na spacery mamy z dziećmi, emeryci, młodzież z pobliskiej szkoły, może kiedyś razem tam pójdziemy - dodał z uśmiechem. Poza tym, raz w tygodniu spotykam się z kolegami na brydżu. Wtedy też masz wolne.

Dni mijały spokojnie. Po obiedzie siadywali sobie w salonie na pogaduszki. Był ciekawy jej przeszłości. Janka szybko otworzyła się przed nim. Opowiadała o biednym dzieciństwie, o tym jak zmarli jej rodzice i jak trafiła do państwa Kruków.

W środę przyszli koledzy na brydża. Przedstawił ich: Stefan, Zbycho i Szczepan.
- Co trzecią środę będziemy grać tutaj, bo Szczepcio mieszka z wnukami, a im szkodzi dym z mojej fajki. Janko, podaj nam szklanice, piwo już się chłodzi w lodówce, potem masz wolne.
Panowie zmierzyli ją wzrokiem. Fajna babka - stwierdził Stefan, gdy Janka już wyszła. Gdzie ty ją znalazłeś?
- Była gosposią w rodzinie mojej żony, w Warszawie. Spotkałem ją na pogrzebie dziadka Józefa.
- Jakbyś nie był zainteresowany, to ja chętnie się nią zajmę - dodał Stefan.
- Ja też bym się zajął, ale moja żonka bardzo zazdrosna - zażartował Zbycho.

Po takich uwagach kolegów, Leon jeszcze bardziej zaczął się przyglądać Jance. Ładna, zgrabna, dużo młodsza, ma ogładę, jakby ją ubrać w modne ciuchy, to można by się nią pochwalić w towarzystwie.

Leon starał się być miły, prawił nawet komplementy, na które Janka reagowała rumieńcem. Nikt nigdy do niej tak nie mówił. Ona też starała się być uprzejma. Kiedyś odważyła się szczerze powiedzieć, co o nim myśli:
- Ty też nie wyglądasz na swoje lata, figura jak u młodzieńca, zawsze ogolony i pachnący. Mówiąc to serce zabiło jej szybciej, znów się zarumieniła. Podobał jej się ten mężczyzna o szarych oczach.
- Wiesz, to pozostało mi z czasów służby, lubię porządnie wyglądać. Miło, że to zauważyłaś.

Wstała wcześniej niż zwykle, choć to niedziela. Wzięła szybki prysznic, uważając, aby nie zamoczyć włosów. Sobotnie wolne wykorzystała na wizytę u fryzjera. Czarną kredką podkreśliła kontur oczu i brwi. Nigdy tego nie robiłam, powiedziała do siebie spoglądając w lustro, ale tu mam więcej czasu dla siebie, a poza tym młodość ucieka, trzeba bardziej o siebie zadbać, dodała jakby na usprawiedliwienie.
Wróciła do pokoju, włożyła sukienkę, którą kupiła sobie kilka dni wcześniej. Leo dając jej pierwszą wypłatę, dołożył jeszcze "dodatek na powitanie", mówiąc: kup sobie coś ładnego. Do tej pory ubierała się praktycznie, same bluzki i spódnice.
W sukience poczuła się kobieco.
Spojrzała z uwagą w duże lustro - nie najgorzej, stwierdziła i za chwilę stała już przed drzwiami sypialni Leo. Serce jej waliło, a przecież wchodziła tam każdego dnia o ósmej. Zapukała, w rękach drżała jej taca z kawą.
- Dzień dobry, jest już kawa z pianką, taka, jak lubisz. Czy coś jeszcze podać?
Poczuła jego wzrok na sobie.
- Pięknie dziś wyglądasz. Przynieś i sobie kawę, dziś nie mam prasy do czytania, to sobie pogadamy.
- Tę sukienkę kupiłam kilka dni temu za dodatek do wypłaty - pochwaliła się. To chyba pierwsza od wielu lat.
- Fryzurę też zrobiłaś nową.
- Nowa fryzura na nową pracę.
- Żeby tylko nikt mi cię nie poderwał. Pasujesz do tego domu.

Uśmiechnął się, a ją rumieniec oblał, aż po czubki rudych włosów.
- Eee tam, tu mi jest dobrze, nigdzie się nie wybieram.
- Poprawisz mi poduszkę? Jakoś mi się zsunęła.
Nachyliła się nad nim, miała wrażenie, że ich usta zaraz się spotkają, zadrżała.
Leo poczuł gorąco płynące od niej, objął ją i pocałował delikatnie w usta.
Przymknęła na chwilę oczy, już miała poddać się pożądaniu, ale nagle odsunęła się. - Nie, nie mogę sobie na to pozwolić, pomyślała.
Wzięła puste filiżanki i wyszła do kuchni. On tylko ze mną flirtuje, a jak się znudzi, stracę tę pracę.
Leo też poczuł się niezręcznie, nie podobam się jej - pomyślał.

Przy śniadaniu rozmowa się nie kleiła, dawało się wyczuć napięcie.
- Przepraszam, Janko, nie chciałem wprawić cię w zakłopotanie. Myślałem, że mnie lubisz.
- Lubię cię, ale ja tu przyjechałam do pracy. Nie chciałabym, aby nasze przyjacielskie stosunki zepsuły się.
- To w ramach tych przyjacielskich stosunków zwalniam cię z gotowania dzisiaj obiadu. Spojrzała zaskoczona.
- Tu niedaleko jest fajna knajpka - ciągnął dalej - po śmierci żony chodziłem tam na obiady. Gotują prawie tak dobrze jak ty. Zapraszam cię, zaraz zadzwonię, aby zamówić stolik.

Z początku była skrępowana, nigdy nie bywała w takich miejscach i to w towarzystwie mężczyzny. Rozejrzała się dyskretnie po salce. Przyjemny wystrój, na stolikach margaretki w małych flakonikach. Sącząc przyniesione przez kelnera wino, czekali na przyniesienie dań. - Szkoda, że nie jestem młodsza, mogłabym nosić takie krótkie, seksowne spódniczki jak te dziewczyny siedzące przy stoliku obok, z żalem pomyślała za utraconą młodością.
- O czym myślisz - pytając, położył rękę na jej dłoni. Drgnęła, ale Leo nie pozwolił, aby wycofała rękę.
- To bardzo miłe, że zaprosiłeś mnie tutaj.
- Mnie też miło. Koledzy będą mi zazdrościć takiej... przyjaciółki.

Po obiedzie poszli jeszcze na spacer.
- Trzeba stracić te kalorie, zwłaszcza po tej podwójnej porcji napoleonek. I muszę przyznać, że w twoim towarzystwie, smakowały wyjątkowo. Mówiąc to, na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech.
- Dobrze będzie się spało po takiej porcji świeżego powietrza - stwierdziła dyplomatycznie.

- Nie zapomnij o kolacji, a teraz pójdę trochę odpocząć - powiedział po powrocie. Mam w telewizji program publicystyczny, trochę popatrzę. Aaa, wystarczą grzanki z serem - dodał już zza drzwi.

Do kolacji Leo wyjął butelkę białego wina.
- Musimy podsumować ten wyjątkowy dzień. Mówiąc to posłał jej szczery uśmiech. Chciałbym podziękować ci za twoją pracę, za miłą atmosferę, za twoją obecność. Wiesz, trochę zgnuśniałem. Tylko te spotkania brydżowe jeszcze mnie ratowały. Odkąd jesteś, wszystko widzę w jaśniejszych barwach. Teraz już od rana w moim domu świeci słońce. Chciałbym, żebyś była częścią mojego życia, nie tylko domu.
Jance ugięły się nogi, usiadła. Nie wiedziała co powiedzieć. Do tej pory myślała, że jest skazana na samotność, że to taki jej los. Nie czuła się nieszczęśliwa. Rodzinę Kruków kochała jak własną, kochała ich dzieci, przy których była od urodzenia. Ale to uczucie było inne. Teraz dreszcz przebiegł jej po plecach. Czy to wino tak zaszumiało w głowie? Ten mężczyzna przyciągał ją do siebie jak magnes. Marzyła o pocałunku, a jednocześnie bała się swoich uczuć.
- Czy mogę mu zaufać? - pytała siebie.
Leon, jakby odgadnął jej myśli. Ujął jej dłoń, pocałował i rzekł: - pragnę cię. Machinalnie cofnęła rękę, ale ciepło, jakie przyszło od niej, mówiło mu, że ona też go pragnie.
- Nic ci nie jest? Dobrze się czujesz?
- Nic - jęknęła ledwie dosłyszalnie.
- To dlaczego za każdym razem, jak cię dotykam, wycofujesz się. Przecież widzę, że nie jestem ci obojętny. Skrzywdził cię ktoś?
- Nie, ale... - zaczęła się jąkać - ja nigdy nie byłam z żadnym mężczyzną - wyrzuciła z siebie.
Otworzyła usta, żeby jeszcze coś dodać, ale Leo pochylił się i zamknął jej usta pocałunkiem. Odurzył ją męski zapach, przymknęła oczy, poddała się pieszczotom jego języka.
- Możesz mi zaufać, będę delikatny, nie skrzywdzę cię...
- Ale, ja nigdy tego nie robiłam, nie mam żadnego doświadczenia.
- To mnie nie obchodzi, chcę cię wziąć tu i teraz i wszystkiego nauczyć. Bo kto, jak nie ja - dodał z tajemniczym uśmiechem.

Mówiąc to objął ją ramieniem i poprowadził do sypialni.
- Na pewno chcesz tego?
- Tak - szepnęła - naucz mnie wszystkiego.

Delikatnie całując szyję, rozpiął suwak sukienki, zsunął ramiączka biustonosza, całował jej piersi. Z początku była speszona, potem zareagowała instynktownie, pomogła mu rozpiąć guziki koszuli...
To, co stało się dalej, zaskoczyło ją. Jak mogła przeżyć tyle lat, nie znając pożądania, miłości mężczyzny, seksu.
- Nie zrobiłem ci krzywdy? - zapytał, gdy było już po.
- Nie, byłeś bardzo delikatny. Jestem szczęśliwa. Nigdy wcześniej nie zaznałam czegoś takiego - dodała spuszczając wstydliwie wzrok.
Poczuła, jak oblewa ją fala czułości, przytuliła się do niego całym ciałem, usnęła.
Kiedy się obudziła, był już ranek. Rozejrzała się, była w sypialni Leona. To jednak prawda, to mi się nie śniło. Czuła się zrelaksowana i... taka kobieca. Wyciągnęła rękę, aby dotknąć ukochanego, ale jego nie było.
Wtem drzwi sypialni otworzyły się:
- Kochanie, nie śpisz już? To może zjemy śniadanie?
- Już wstaję.
- Nie, dzisiaj ja podaję. Mówiąc to wniósł tacę z dwiema filiżankami kawy i świeżymi rogalikami.
Gdy zjedli, Leo zapytał:
- I jak ci się podobało to dorosłe życie?
- Bardzo.
- To może powtórzymy? Masz dużo lat do nadrobienia.

Jance nie spodobała się ta uwaga, chociaż miał oczywiście rację. Pięćdziesięcioletnia dziewica! Nie wiedzieć dlaczego, czuła się nieswojo. Czy dlatego, że tak łatwo uległa? Nie miała doświadczenia z mężczyznami. Czasem ktoś powiedział jej coś miłego, ale nigdy z nikim nawet nie flirtowała, z resztą z kim. Otaczali ją głównie mężczyźni z rodziny Kruków, albo, co najwyżej, dobrze starsi panowie, koledzy Józefa.
Przy Leo dobrze się czuła. Nie przeszkadzała jej tradycyjna rola kobiety w domu. Dalej sprzątała, gotowała, dogadzała swojemu mężczyźnie w dzień i w nocy. Starała się o stworzenie dobrego nastroju, tak rozumiała swoją rolę.
Bardziej też dbała o siebie, aby mu się podobać. Kupowała sobie nowe ciuszki, nawet koronkową bieliznę. Za staniczek i majteczki zapłaciła krocie.
Mijały dni, tygodnie.
Po jakimś czasie zauważyła, że Leon przestał zwracać uwagę na te drobiazgi, w sekundę ściągał z niej sukienkę i brał ją w posiadanie.
Gdzie podziała się jego delikatność pierwszych dni, zastanawiała się potem. Bez celebry, bez uczucia, zwykłe zaspokajanie żądzy.

Jance przestawało się to podobać. Brakowało jej pieszczot przed i przytulania po. Leon przestał przychodzić do jej pokoju, aby przynajmniej powiedzieć dobranoc. Za to coraz częściej sam wychodził, wracał coraz później, albo sam przesiadywał w salonie. Jakiś chłód wkradł się między nimi. Coś niby przeczuwała, ale myślała, że może źle się czuje. Mężczyźni w jego wieku mają swoje problemy, o których nie rozmawiają z kobietami, próbowała go usprawiedliwiać w myślach.

Pewnego dnia, będąc na zakupach, spotkała Stefana. Zagadnęła go o przeszłość Leona.
- Po śmierci żony miał kilka kobiet, sprzątały, gotowały i chyba nie tylko, ja nie wnikałem. Mówił, że żadna nie dorównuje jego śp. żonie. Myślałem, że z tobą będzie inaczej. Był podekscytowany, kiedy cię przywiózł, jakby odżył po ostatnim nieudanym związku. Uważaj na niego. Ostatnio widziałem go ze zgrabną blondyną. Byli w kawiarni, to chyba jakaś dawna znajoma.
Janka szybko pożegnała Stefana, nie chciała dać po sobie poznać, że wiadomość ta ją zabolała. Wróciła do domu, łzy same płynęły po policzkach. Czuła się nieszczęśliwa i opuszczona, traciła wiarę w siebie. Wzięła się za gotowanie obiadu. - To moja robota, trzeba ją wykonać, upomniała siebie.

Gdy Leo wrócił, podała obiad i nie usiadła z nim do stołu jak zwykle. Wymówiła się bólem głowy i wyszła do swojego pokoju.
- Czy mam mu robić wyrzuty? Nigdy nie mówił, że kocha, niczego nie obiecywał, nie robili żadnych planów na przyszłość. Ale jestem głupia, skarciła się w duchu.
Myślała, że się w niej zakochał, że to początek wielkiej miłości, o jakiej czytała w książkach, albo, jak pan Staszek z panią Heleną.
Chyba nie jest mi pisane szczęście bycia we dwoje, ciągnęła swoje rozważania. Ciekawe, czy od początku wiedział, że się ze mną tylko zabawi. Wydawał się być szczery... ale co ja tam wiem o mężczyznach.
Czuła się wykorzystana, chociaż właściwie nie powinna żałować. Pokazał jej, jak można być szczęśliwym, jak fascynujący może być seks. Przeżyła szczęśliwych kilka miesięcy. A może wszystko jeszcze będzie dobrze, łudziła się.
Nie chciała zrobić fałszywego kroku. Samo się wszystko wyjaśni wcześniej, czy później. Co mam do stracenia, zaczekam, aż Leo sam mi powie, że mnie nie chce. Jak mnie wyrzuci, to zatrzymam się u pani Jadwigi dopóki nie znajdę nowej pracy. To będzie moje wyjście awaryjne.
Ale nie było jej z tym dobrze. Może to tylko chwilowe kłopoty? Może ta blondynka, o której mówił Stefan, to zwykła znajoma, może znów przyjdzie do mnie i będzie jak dawniej, zastanawiała się, nie mogąc zasnąć.

Kolejne dni były takie same: dzień dobry, proszę, dziękuję, grzeczny, ale zimny, nie patrzył jej w oczy.
Chyba w końcu zapytam, może coś się stało, myślała.
Ale bała się wiedzieć. Cierpiała, bo to nie było zauroczenie, ona kochała go pierwszą niewinną miłością, jaka zdarza się nastolatkom. I wciąż wierzyła, że to, co się im przytrafiło, było prawdziwe.
Ale nic takiego nie wydarzyło się, co miałoby o tym świadczyć. Janka gotowała, sprzątała, robiła kawę z pianką, podawała posiłki. Leo nie wykazywał żadnej inicjatywy, nie było już nawet wieczornych pogaduszek. Zdawał się nie zauważać, że Janka chodzi smutna, unikał spojrzenia jej w oczy.

Robiąc zakupy często spotykała Stefana. Był uprzejmy i opiekuńczy, pomagał nieść torby, wypytywał, jak się czuje. Widział, że Janka od jakiegoś czasu posmutniała. Wyczuwał, że między nią a Leonem coś się zepsuło. Skąd? Może sam mu powiedział, byli w końcu kolegami, a może dobrze znał tego pożeracza serc, jak go w myśli nazywał. Żal mu było Janki: "taka fajna kobitka" - mówił sobie w myślach.
Leon ostatnio nie domagał, zrezygnowali nawet z brydża, więc i Stefan miał mniej okazji, aby widzieć się z Janką.
Tak minęła zima.
Kiedy marcowe słońce zaczęło przygrzewać i stopiło i tak niewielkie płaty śniegu na trawie, Stefan częściej zaczął wychodzić na spacer. Zauważył, że Janka w wolne godziny chodziła do parku, siadała na ławeczce nad stawem i przyglądała się pływającej parze łabędzi. Ze smutkiem w oczach obserwowała też zakochane pary spacerujące alejkami.
Stefan, przechodząc tędy niby przypadkiem, zatrzymał się, chwilę pogadali. Od tej pory coraz częściej przychodził tutaj na spacer. Gawędzili o różnych rzeczach. Starał się ją pocieszać, rozśmieszać. Okazało się, że mają podobne poczucie humoru. Janka nabrała do niego zaufania, z czasem zwierzyła mu się ze swoich spraw, opowiadała o swojej przeszłości. Stał się jej przyjacielem, powiernikiem niemal. Porządny człowiek, uczciwy, samotny, oceniła go w myślach. Ale ona wciąż w sercu miała Leo, był jej pierwszym mężczyzną. Czy uda jej się tak łatwo o nim zapomnieć?
- Czy wy jesteście parą? - zapytał któregoś dnia, gdy siedziała zamyślona.
- Nie, chyba nie - odrzekła. Myślałam, że mu się podobam, był miły, ale teraz między nami jest Antarktyyyda. Może ma kogoś, bo już nawet ze mną nie rozmawia tak, jak kiedyś - odparła szczerze. Wstydziła się jednak przyznać, że z nim sypiała. - Ale jakie to ma znaczenie, ja u niego pracuję dopóki mnie nie zwolni, a i tak nie bardzo mam gdzie iść. Często tak jest, że sprawy nie toczą się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli.
- To prawda, ale będzie jeszcze dobrze - pocieszał ją - do jutra, będę tu czekał na ciebie codziennie, lubię z tobą rozmawiać. Pomachał na pożegnanie.

Życie toczyło się leniwie, bez emocji, które tak nie dawno towarzyszyły jej w stosunkach z Leo. Ustąpiło nawet to napięcie między nimi. Zaczęli nawet rozmawiać ze sobą.
- Janko, wiesz - zaczął któregoś dnia po kolacji - czuję, że cię skrzywdziłem. Ale chyba się pogubiłem. Po śmierci żony poznałem kobietę, niedawno rozstałem się z nią. Chciałem zapełnić pustkę po niej, a ty mi się spodobałaś. Imponowało mi, że będę twoim pierwszym w życiu mężczyzną, ale ja cię nie kocham, przepraszam. Możesz zostać tu na dotychczasowych warunkach, jeśli oczywiście chcesz - dodał na zakończenie z ulgą, że wyrzucił z siebie ciążące mu myśli.

- Jeszcze miesiąc temu czułam się zraniona. Chyba się w tobie nawet zadurzyłam, ale właściwie to chyba powinnam być ci wdzięczna. Wybaczam ci, że złamałeś mi serce, bo przy tobie poczułam się kobietą. A teraz, gdy wszystko się wyjaśniło, to czuję się z powrotem wolna. Może się nawet zakocham? - dodała w żartobliwym tonie.
- A masz już kogoś na oku? - zapytał zaciekawiony.
- Żartuję, ale spotykam w parku Stefana, fajnie się z nim rozmawia. Nie wiedziałam, że masz takiego godnego uwagi kolegę. Jest miły i opiekuńczy - rozpromieniła się na samą myśl o nim.
- A to się nawet nie pochwalił - rzekł zaskoczony nieco Leon.

Nie mogła doczekać się, aby następnego dnia powiedzieć Stefanowi, że wszystko, co było, jeśli w ogóle było między nią a Leonem, jest wyjaśnione.
Stefan z radości, nie zważając na mijających ich ludzi, objął ją i pocałował.
Jankę zaskoczył ten gest, ale uznała go za oznakę przyjaźni.

Kolejne dni, kolejne spotkania ze Stefanem. Nie obiecywała sobie po nich wiele. Ot, przyjemnie spędzała czas. Miała z kim pogadać o codziennych sprawach, jak z koleżanką. Tyle, że nigdy nie miała takiej przyjaciółki, przed którą mogłaby się wyżalić, która spojrzałaby z boku na jej problemy.
Nie zauważyła, kiedy zbliżyli się do siebie. Stefan opowiadał jej szczerze o sobie, mieszka sam, jest wolny, nigdy nie szukał przygód.
- Spodobałaś mi się już pierwszego dnia, kiedy przyszedłem do was na brydża, ale nie chciałem wchodzić koledze w drogę - powiedział, śmiało patrząc w oczy. Spodobały mi się te miedziano-rude włosy i zielone oczy - dodał. I podoba mi się to, że za każdym razem, jak mówię ci coś miłego, rumienisz się.
- A wiesz, że w szkole nie lubiłam tego koloru? Dzieci wołały na mnie rudzielec. A najbardziej nie lubiłam piegów.
- Mnie się podobają, zwłaszcza te na nosku. Marzę, żeby je kiedyś całować.

Miała wrażenie, że Stefan, mówiąc to, oczekiwał na jej inną reakcję, ale odpowiedziała tylko:
- Nie żartuj sobie ze mnie, jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Ale gdybyś zechciała, to między nami mogłoby być coś więcej. Dobrze się nam rozmawia, podobasz mi się. Oboje jesteśmy wolni, a poza tym rozumiemy się, ja cię szanuję za to jaka jesteś. Nasze spotkania moglibyśmy na początek nazywać randkami. To byłby pierwszy krok. To jak, umówimy się jutro na randkę? O tej samej porze?
- Dobrze - uśmiechnęła się szczerze - nigdy nie chodziłam na randki.

Po powrocie do domu rozpamiętywała każdy jego komplement, każdy miły gest. - Podobam mu się, przy Stefku czuję się atrakcyjniejsza... i humor mi poprawia.

Z radością chodziła na każde spotkanie ze Stefanem. Tak mijało lato. Stefan za każdym razem miał ochotę powiedzieć Jance, co do niej czuje, ale ona zbywała go żartem. Pragnęła go, ale nie chciała się spieszyć. Chciała wiedzieć o nim jak najwięcej. Poznać wcześniej jego rodzinę, jego przeszłość. Pewnego dnia zagadnęła:
- A ty skąd pochodzisz. Nigdy nie mówisz o przeszłości.
- Bo to mało ciekawe. Urodziłem się w podkieleckiej wsi, zaraz po wojnie. Biednie było...
- Po wojnie to wszędzie było biednie. A masz jakąś rodzinę?
- Nie - odpowiedział, a właściwie odburknął.
Janka nie chciała drążyć tego tematu, bo wyraźnie widziała, że Stefana coś gryzie.
- Nie chcesz, to nie mów. Myślałam, że możemy sobie wszystko mówić szczerze. To do jutra - pożegnała się nieco wcześniej, zawiedziona, że nie chce jej się zwierzyć z niewątpliwie trudnej przeszłości.

Następne spotkanie zaczął bardzo poważnie:
- Zaskoczyłaś mnie wczoraj pytaniem, ale masz prawo znać moją przeszłość, jeśli mamy być... przyjaciółmi. Ale będzie to przygnębiające opowiadanie.
- Chętnie cię wysłucham - odparła.

Ze smutkiem w oczach zaczął swoją opowieść: - W styczniu czterdziestego piątego ruskie przekroczyli Wisłę. Przy pomocy polskich partyzantów gonili Niemców, aż się kurzyło. Zajmowali nasze wsie, nocowali po domach, stodołach... W domu u mojego dziadka też byli, kazali dać sobie bimbru i potem legli pokotem, gdzie kto mógł. Dziadek bał się o swoją córkę i kazał jej się schować w komórce. Musiał ją któryś z żołnierzy zobaczyć, bo w nocy poszedł i ją zgwałcił. Na odchodne tylko rzucił: ładna jesteś, zdobędę Berlin i w powrotnej drodze zabiorę cię do Rosji. Oczywiście nigdy nie wrócił, może zginął. To był mój ojciec - zawiesił głos. Jak ja go nienawidziłem...
- A co z mamą? - dociekała Janka.
- Miała tylko szesnaście lat. Dziadek zmusił ją, żeby wzięła ślub z synem sąsiada, który wrócił z wojny ranny. Obiecał mu, że jak się ożeni i zapisze dziecko na siebie, to gospodarka będzie jego. I tak zrobił.
- Dobrze cię traktował?
- Wkrótce mama była z nim w ciąży, ale zmarła przy porodzie. Został sam z niemowlakiem. Przyjął do domu pannę z dzieckiem do pomocy, a potem ożenił się z nią. Mnie właściwie wychowywała sama babcia, bo dziadka przygniotło drzewo w lesie i wkrótce zmarł. Dużo jej zawdzięczam. Po podstawówce wysłała mnie do zawodówki. W międzyczasie babcia zmarła i nie chciałem już tam wracać. Zresztą ojczym ożenił się.
- Miałeś z nimi kontakt?
- Nie, po co. Miałem do niego żal. Ludzie gadali, że jakby szybko sprowadził pomoc, to dziadek może by przeżył.
- A rodzeństwo?
- Mam siostrę, ale od wyjazdu ze wsi nie widziałem jej i nic nie wiem.
- A jak to się stało, że wylądowałeś w Płocku?
- Po szkole poszedłem do wojska. Tam zrobiłem prawo jazdy i przyjechałem budować petrochemię.
- Nie ożeniłeś się?
- Budowaliśmy osiedla mieszkaniowe dla pracowników rafinerii. Ja mieszkałem długo w hotelu robotniczym. Mieszkania dostawali najpierw ci, co mieli rodziny. O dziewczynę było trudno, samo chłopstwo wokoło i tak minął najlepszy czas. Teraz, jak wiesz, pracuję w komunikacji miejskiej jako kierowca, a niedługo mogę przejść na emeryturę.
- I co ty będziesz robił z czasem?
- Mam nadzieję, że ty trochę go mi wypełnisz.
- Nie mówię nie, codziennie mam wychodne.
- Janko, dobrze wiesz, że chciałbym czegoś więcej. Kocham cię.
- Stefku, chciałabym powiedzieć to samo, ale ja nie wiem...
- Ciii! - przerwał jej - nie musimy się spieszyć. Mam wrażenie, że czekałem całe życie na taką kobietę jak ty, poczekam, aż będziesz pewna swoich uczuć, aż poczujesz to, co ja.

Objął ją. Przez chwilę siedzieli tak przytuleni do siebie.
Gdy się rozstawali, powiedział całkiem poważnie:
- Ja jestem pewny, gdy i ty będziesz gotowa, aby spędzić resztę życia ze mną, pobierzemy się. Będzie nam dobrze, zobaczysz.

Janka wracała do domu z nadzieją w sercu.
Od kiedy poznała smak miłości, była spragniona mężczyzny.
- Wiem, że Stefanowi mogę zaufać, mówiła sobie kładąc się spać. A może znowu się mylę. Nie, to niemożliwe - rozważała - Stefek to uczciwy człowiek, kulturalny i uprzejmy w stosunku do mnie i do innych. Można liczyć na jego szacunek, on mnie nie skrzywdzi, kocha mnie, a czy ja też go kocham... Czy to, co do niego czuję, to prawdziwa miłość. Nie chciałabym pomylić się drugi raz. To dobry człowiek, nie zasługuje na zawód.
Zasnęła, marząc o przyszłości u boku Stefana.

Piękny słoneczny dzień, to jeden z ostatnich takich pogodnych dni tego lata. Janka przyszła wcześniej na ich wspólną ławeczkę nad stawem.
Z rozmyślań wyrwał ją głos Stefana.
- Janeczko, coś cię trapi? Widzę to - dodał szybko, aby nie zdążyła zaprzeczyć.
- Wiesz, tak myślę, ja sama zostałam na świecie, a ty masz właściwie siostrę. Nie chciałbyś jej odnaleźć? Nie myślałeś o tym?
- Przeszło mi to kiedyś przez głowę, ale jeszcze pomyśli, że czekam na majątek po naszej mamie. Ona miała innego ojca. Ja od nich niczego nie chcę.
- Ale wiesz coś o niej?
- O Wandzie? Tak. Po śmierci naszej mamy, ojciec ożenił się z kobietą, która wychowała mu dziecko. Ona miała jeszcze swoje dziecko, a Wanda, jak skończyła podstawówkę uciekła do miasta. Podobno pomagała jej też ciotka, siostra ojca. Ostatnia wiadomość jaką miałem, to ta, że ciotka zmarła.
- To może spróbujesz odnaleźć Wandę? Zawsze to rodzina, a ja chętnie ją poznam. Może się nawet zaprzyjaźnimy. Sam wiesz jak ciężko żyć na świecie bez bratniej duszy.
- A wiesz, może to dobra myśl?
- Zadzwonię do pani Jadwigi. Ona, albo jej mąż na pewno doradzą, jak zabrać się za szukanie twojej siostry. A przy okazji opowiem im, jak się mają rzeczy ze mną.
- O ile nie powiedział jej już ten twój Leo.
- Jaki mój - żachnęła się Janka - to twój kolega.
- Dawno nie graliśmy w karty, wiesz przecież, że ostatnio coś nie domaga.


Dzień dobrych wiadomości

Spotykali się codziennie w parku przez całe lato, ale odkąd zrobiło się chłodniej, Stefan coraz częściej wspominał o wspólnym życiu.

- Stefciu, rozmawiałam z Leo o naszych planach. Mam wrażenie, że i jemu spadł kamień z serca - Janka powiedziała to z ulgą w głosie.
- A nie przytłukł mu nogi? - zażartował Stefan.
- Nie, bo zaskoczyłam go, podając poranną kawę, gdy leżał jeszcze w łóżku - odpowiedziała również żartem.
Chyba spodziewał się, powiedział, że mogę się nawet do ciebie przeprowadzić, a póki nie znajdzie kogoś do pomocy, chciałby, abym przychodziła na kilka godzin, wiesz, zakupy, obiad.
- Janeczko, kochanie - zawołał radośnie Stefan - i ty trzymasz taką dobrą wiadomość?
- No, wiesz, nie wiem czy to wypada.
- Jesteśmy dorośli, moglibyśmy zacząć planować ślub.
- Mam jeszcze drugą, chyba też dobrą wiadomość. Dzwoniłam do pani Jadwigi. Obiecała pomóc odszukać twoją siostrę, ale muszą mieć więcej wiadomości o niej, no wiesz, datę urodzenia, imiona rodziców... Dlatego zaprosili nas na niedzielę. Powiedziała, że rozmawiała z mężem i... uwaga, mogą nam zrobić małe przyjęcie weselne u siebie w domu.
- A czy to wypada, w końcu to obcy ludzie.
- Niby tak, ale od dziecka byli dla mnie jak rodzina. Bardzo zżyliśmy się ze sobą przez tyle lat.

Stefan postanowił wykorzystać spotkanie w Warszawie. Kupił pierścionek zaręczynowy i przy aplauzie pani Jadwigi i pana Łukasza oświadczył się Jance.
- Teraz jako narzeczona możesz się do mnie wprowadzić, marzyłem o tym od dnia poznania - powiedział, gdy wracali autem do Płocka.
- Ja też się cieszę, że podjęłam taką decyzję, bardzo cię kocham.
- Teraz mi to mówisz, kiedy trzymam kierownicę w ręku? Poczekaj no, kiedy będziemy na miejscu - roześmiał się.

Dni mijały w oczekiwaniu na wiadomości o poszukiwaniu Wandy.
Wreszcie zadzwoniła pani Jadwiga:
- Jest, odnalazłam ją - powiedziała podekscytowana - podałam jej wasz numer telefonu, pewnie wkrótce zadzwoni.

Stefanem miotają teraz sprzeczne emocje. Wracają wspomnienia matki, ojczyma, dziadków...
Pamięta, jak dano mu kawałek chleba i kiełbasy i wysłano na noc do stodoły. Matka miała rodzić i potem... tę złość na tę małą siostrę, która zabrała mu matkę. Może źle zrobił, że ją odszukał, może nie potrafią się już dogadać. Są sobie obcy. Jak po tylu latach nawiązać rodzinne relacje...

Wanda zadzwoniła na drugi dzień, przyjechała tydzień później.

autor:Teresa Mazur

cdn. - V rozdział Wanda

Dodano: 2021-11-02 17:55:14
Ten wiersz przeczytano 1058 razy
Oddanych głosów: 23
Rodzaj Sielanka Klimat Obojętny Tematyka Obyczaje
Aby zagłosować zaloguj się w serwisie
zaloguj się aby dodać komentarz »

Komentarze (27)

Kazimierz Surzyn Kazimierz Surzyn

Z uznaniem dla talentu, pozdrawiam ciepło, śląc
serdeczności.

Enigmatyczna Enigmatyczna

Bardzo ciekawie i wciągająco :-)

Serdeczności :-)

sarevok sarevok

Super, z podobaniem czytam. ;) Pozdrawiam i głos
zostawiam ;) +++

Kika88 Kika88

ładne wersy
pozdrawiam serdecznie:)

Babcia Tereska Babcia Tereska

Dziękuję wszystkim za miłe komentarze. Wiem, że tego
dużo do czytania, ale poza prywatnymi znajomymi, na
większą publikę nie mam co liczyć. Mario, nie mam
zamiaru póki co drukować. W Astrum, gdzie drukowałam
dla dzieci, wydanie tomiku kosztuje to parę 6 albo
więcej tysięcy, a zysk(?) 10% ze sprzedaży. Na to mnie
nie stać. A jak sama zrobię skład do drukarni, to nie
mam możliwości dystrybucji. Z książeczkami dla dzieci
sama chodziłam po przedszkolach, trochę biblioteki
wzięły, parę przez internet, trochę rozdałam rodzinie
i w akcjach charytatywnych. Z 800 wydrukowanych
zostało mi tylko 4 sztuki! Książeczka dla dorosłych
słabo się sprzedaje, a sprzedaję po kosztach, byle
wrócił się wkład.

Pozdrawiam i życzę miłego dnia

_wena_ _wena_

Przeczytałam z ciekawością i powiem tylko tyle, że i
mnie udzieliły się zmiennego stopnia emocje...
Miłego dnia życzę i czekam na dalszy ciąg wydarzeń.

Halszka M Halszka M

Z ciekawością przeczytałam już wczoraj.Lubię
opowiadania o życiu różnych ludzi.
Każde życie ma w sobie coś ciekawego.
Z uznaniem pozdrawiam

mariat mariat

Teresko - ten odcinek o wiele lepiej dopracowany.
Wprowadzenie myślników zrobiło swoje. Poza tym, jak
już będziesz przygotowywała do druku, koniecznie
wyjustuj, a potem jeszcze raz sprawdź, czy nie zostało
na końcu wersów osierocone w,z, lub i, bo podobno to
błąd. Tu na stronce justowanie nie jest możliwe, bo
przy wierszach jest niepotrzebne.
Z kolei duże odstępy między partiami materiału
pożądane są tylko przy znacznej zmianie tematycznej.
---
A skupiając się na prezentowanym materiale - owszem,
ciekawe ludzkie losy, no i jak już powiedziałam -
lepiej podane.

Rozalia3 Rozalia3

Z dużą ciekawością czytam...

anna anna

ależ wciągające!!!!!!!

(OLA) (OLA)

Tereniu, uffffffffffff przeczytałam emocje miotały mną
jakbym oglądała film:)
Nie ukrywam jestem pod wielkim wrażeniem prozy, która
jest dobra i zarazem wciąga do czytania. Podziwiam
Ciebie za to, że wątku nie tracisz a wręcz przeciwnie
podsycasz ciekawość za każdą linijką. Ciekawy cykl „W
cieniu wspomnień”

Pozdrawiam jak zawsze serdecznie i uśmiech zostawiam,
Ola:)

Babcia Tereska Babcia Tereska

Grażynko, myślę, że po to się wstawia, lubię jak ktoś
czyta, ale wiem, że proza zajmuje dużo czasu. Przez
to, że ją teraz piszę, też mam mniej czasu na
czytanie. Nie obrażę się na pewno na nikogo, jak tu
nie zajrzy.
Pozdrawiam Cię serdecznie

wolnyduch wolnyduch

Witaj Teresko
Kiedyś napisałam, że niestety na tak długie
opowiadania brakuje mi czasu, nigdy nie pisałam, że go
straciłam, ale mam wrażenie, że to do mnie przytyk, to
nie jest ładne, bo niestety ale ja nie mam dużo czasu
i to jest fakt, mimo tego przeczytałam z
zainteresowaniem, Teresko, wiem, że każdy lubi być
czytanym, tak poza tym. Dobrej nocy Tobie życzę,
Teresko.

sisy89 sisy89

Świetne, wciągnęłam się w te historię :)
Pozdrawiam serdecznie :)

Babcia Tereska Babcia Tereska

Dziękuję Kochani, miło, że się podoba. I dobrze, że
nikt nie pisze, że darmo stracił czas:)
Serdeczności

Dodaj swój wiersz

Ostatnie komentarze

Wiersze znanych

Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński
Juliusz Słowacki Wisława Szymborska
Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński
Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński
Halina Poświatowska Jan Lechoń
Tadeusz Borowski Jan Brzechwa
Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer

więcej »

Autorzy na topie

kazap

Ola

Bella Jagódka

anna

AMOR1988

marcepani


więcej »