Wiersze SERWIS MIŁOŚNIKÓW POEZJI GRUPA AUTORÓW BEJ

logowanie
Zaloguj
Nie pamiętasz hasła?
Szukaj

Leliwa (Witold Michał Gajda)

Widywaliśmy się na dworcach
autobusowych przystankach
pod wiatą i na rozdrożach

Mówiłeś: kochana - gdziekolwiek
miejsce i czas nigdy dla nas
ale woń powietrza po burzy
to oddech rozkwitłych kasztanów

Szczęście - nieszczęście - marzenie
ja w kretonowej szmizjerce
pachniałam zielonym sadem

Ty - nieskrępowany wałęsa
znikąd - skądkolwiek - donikąd
śpiewałeś mi basem ballady
o miłości - bez wyobraźni

Druk w: "Konstelacje. Mini almanach poświęcony wybranym Twórcom poetyckiego portalu "poezja-polska.pl". Wieliczka 2016

autor

Lidia

Dodano: 2022-06-07 00:34:29
Ten wiersz przeczytano 533 razy
Oddanych głosów: 11
Rodzaj Sielanka Klimat Ciepły Tematyka Przyjaźń
Aby zagłosować zaloguj się w serwisie
zaloguj się aby dodać komentarz »

Komentarze (14)

Lidia Lidia

Dokończenie z Portalu "poezja-polska":

"4 lutego 2017 roku, w Kościele św. Jana Kantego w
Poznaniu o godzinie 8:00 będzie sprawowana Eucharystia
za duszę śp. Michała Witolda Gajdy, którą odprawi
wieloletni Duszpasterz poznańskich środowisk twórczych
- Ksiądz Prof. dr hab. Jan Kanty Pytel - biblista.

Mszę zamówiła "Lidia" alias "befana_di_campi" czyli
Aniela Birecka z Wieliczki."

P.S. Ksiądz Profesor został odwołany do nieba 21
listopada 2019 roku o godz.15:06, czyli w Godzinie
Miłosierdzia...


wolnyduch wolnyduch

Rozumiem, ale czasem bywa i tak, że ktoś wirtualnie
może być nawet nam bliższy, niż ktoś inny w realu.
Odnośnie drugiego poety, to tylko rzec mogę, że to
pięknie z jego strony, jak widać miał powody :))
Dobrej nocy życzę i dziękuję za odautorski re
komentarz :)

Lidia Lidia

Osobiście Miszy nie znałam, ale przyjaźniliśmy się w
wirtualu, niekiedy, spierając ;)
Poznałam za to innego śp. Pana Poetę Jana Stanisława
Kiczora, który - specjalnie dla mnie - pofatygował się
na tzw. warsztaty poetyckie do wielickiej
biblioteki...

Dziękuję niezmiennie serdecznie za komentarze :)))

wolnyduch wolnyduch

Ładne wspomnienie o koledze - poecie,
którego jak wynika z wiersza Autorka znała osobiście,
na gruncie towarzyskim.
"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą":(
Pozdrawiam serdecznie :)

Kri Kri

Piękny poetycki wiersz, wspomnienie,
pozdrawiam serdecznie:)

mojeszkice mojeszkice

Piękne wspomnienie...
Pozdrawiam serdecznie :)

Lidia Lidia

Ooo, dziękuję, Joasiu miła :)

joanna 53 joanna 53

piękna poezja,
pozdrawiam serdecznie:)

mariat mariat

Tak, Michał już na nas patrzy z góry i kto wie -
czasem może podpowiada.

Lidia Lidia

A Misza pisze wiersze już w niebie. Jedno wszak
pytanie: czy nadal "ciarkopodobne ballady"?

Bardzo był to skromny, ciekawy Pan; Autor po trosze
staroświeckich, bo wnikających w klasykę lirycznych
wierszy.

Michał Witold Gajda (1959-2017) urodził się i mieszkał
we Wrześni i tam także zmarł 15 stycznia br. Z
wykształcenia historyk-archiwista, z zawodu nauczyciel
historii.

Zaczął pisać od 1974 roku [głównie wiersze] publikować
(się) od roku 2011. Przeważnie na literackich
portalach jak „poezja-polska.pp”, „Ogród ciszy”, „Ósme
piętro”, „Niezapominajkowo”. Wielokrotnie nagradzany,
przez co zauważany. Drukował też w znaczących
literackich czasopismach: m.in. w „Okolicy Poetów”,
„Gazecie Kulturalnej”, „Akancie”, „Elewatorze”,
„Pisarzach pl.” Nie mówiąc o licznych antologiach oraz
pokonkursowych edycjach.

Wydał poetyckie tomiki pt. „Cztery strony roku.
Ostrów” [Kraków 2012, Wydawnictwo „Miniatura”],
„Zabawa w samotność” [Koszalin 2015, Wydawnictwo
KryWaj] i na parę dni przed swą przedwczesną śmiercią,
trzecią i ostatnią książkę, której tytułu dokładnie
nie znam, jakkolwiek [tu się domyślam], iż dotyczy ona
„Samospełniającej się przepowiedni”.

Dlaczego się domyślam? Otóż pod koniec zimy ubiegłego
roku Misza zwrócił się do mnie z zapytaniem, czy nie
zechciałabym przeczytać Jego wirtualnego zbiorku pod
wyżej wspomnianym tytułem, jako że On z moją opinią
„bardzo się liczy”.

Oczywiście, że chciałam. Nawet napisałam Mu
wierszowaną recenzję, obiecując solennie dłuższą przez
co bardziej fachową zaraz po ukazaniu się tomiku.

Chwilowo pozostał tylko mój wiersz [zob. niżej]:

Wysłany: 2016-04-05, 14:47 Michał Witold Gajda:
Samospełniająca się przepowiednia

Rozbujany ten tomik umowną perspektywą
od błonia do łąki a strugi do rzeki
z uroczyska w uroczysko grobli zarośniętych
od marketu do remizy po domiszcza cmentarne -

I wonieje. Niezupełnie przyjaźnie -

trawskiem pokrzyw bimbrem pleśnią i tymiankiem
obornikiem drewnem również bagnem zielem
na niedobrą swą samotność wbity jak na palik
wyjmuje zza pazuchy ziemistymi palcami
naturę. Z całym inwentarzem

Tu postraszy jakąś przyczajoną jędzą
tam burym rędzinom przydarzy czerni
marcowym polom próchniczego piękna -
pogoniwszy dorastanie ozimin

cyklopią gałą pucatej pełni

5.04.2016

Wcześniej jednak ten cudowny, z sercem na dłoni,
poeta, 6 lipca 2015 roku uwiecznił, zresztą
bezwiednie, w swoich radośnie makabrycznych strofach
pewną – skądinąd tragiczną przedstawicielkę
"wielickiej rodziny Adamsów". A zaczęło się to od
momentu, kiedy „Miszunio” zamieścił na literackim
portalu POSTscriptum jedną ze swoich
bezkonkurencyjnych „Ballad o ciarkach”:

Obleczony w całun bluszczu zapuszczony cmentarz
milczał.
Tłusty puszczyk zachichotał w tujach, jakby był na
haju.
Ale co tak trze się w trawie, nie zapytasz tu tubylca;

Gdy się prószy pył księżyca, włosy w uszach dęba
stają.

Nagle we mgle obła zjawa wpełzła na kaplicy okap,
Aż dreszcz przeszedł w poprzek krzyża, a strach w
przykry pot się skroplił.
Martwy chrust zatrzeszczał w mroku albo szkielet
zaklekotał;
Nogi drżały porażone, grzbiet zesztywniał całkiem
mokry.

Niemy anioł z alabastru skrzepłe skrzydła wolno otwarł

I pofrunął na zgrabiały konar grabu nad grobami.
Zbladły lica marmurowym śniętym świętym na głos
poczwar
Dochodzący z głębi czerni; nawet wartki wicher
zamilkł.

Przybywały ciarki znikąd, rozsypały się na plecach;
Duchy dwa lub duchów hufiec hucznie hulał po alejach.
Zazgrzytały żuchwy czaszek, aż z grobowców gruz
poleciał.
Tylko wampir smętnie mamlał, bo nic od miesiąca nie
jadł.

Lęk jak mrówki wciąż się mnożył, od goleni i od kolan
Sięgał aż do czubka głowy po kapelusz z czaplim
piórem.
Było wybrać dłuższą drogę i do domu gnać przez pola
Zamiast skrótem, bo tu możesz zmorze i upiorom ulec.

Gdy uciekasz pot ci cieknie, coś ze ścieżki ściąga w
ciemność,
W ciszy słyszysz tętent tętna, gdyś w galopie już pod
bramą.
Kiedy znajdziesz się za płotem, woń poczujesz
nieprzyjemną,
Bowiem ciarki masz pod skórą. Dobrze im tam, więc
zostaną.

Historia: wypisz – wymaluj sprzed 10 lat, jaka miewała
miejsce na wielickim cmentarzu. Może nie tyle
opuszczonym, ile coraz bardziej poszerzającym się w
kierunku północnym, coraz zresztą bardziej
zabudowywanym przez pączkujące osiedla.

Po [mojej wnikliwej] lekturze Miszowych strof,
wywiązała się następująca dyskusja:

Ja (17.07.2015) - Swego czasu w Wieliczce jedna
naciągająca wszystkich na wszystko pani chadzała na
cmentarz szarogodzinną porą.
Kiedy ktoś maszerował na skróty, ta wyskakiwała zza
jakiegoś grobu i z wyciągniętą ręką, miauczała:

"Mmmoże mnie pan / pani poczęstować papierosem" albo
"Mooooże mi pan / pani dać 5 złotych na chleb i
ziemniaki?”

Przestraszony nagabnięty trzęsącymi dłońmi sięgał
po... a następnie wyrywał do głównego wejścia /
wyjścia...

Pewnego razu pani Basia została znaleziona pod
cmentarnym ogrodzeniem tuż przed północą.

Leżała tak ze złamaną nogą, oczekując czyjegoś
zmiłowania.

Przejeżdżający szosą kierowca dopatrzył postać,
zatrzymał samochód, wezwał pogotowie.

Ci, co ją znali zachodzili w głowę, skąd ona w takim
akurat miejscu, na dodatek w godzinie duchów.

Dopiero po 2 latach od tamtego zdarzenia dowiedziałam
się przypadkowo, iż pani Basia indywidualnie i
zarobkowo robiła za upiora

Pewnego razu przysnęła sobie jednak na jakiejś
ławeczce, więc nie zauważyła, kiedy ją zamknięto

Próbując się wydostać, to zaczęła gramolić po siatce,
z której następnie spadła.

Misza (18.07.2015) - Historia Pani Basi to kolejny,
piękny temat jakiejś cmentarnej ballady.

Ja (18.07.2015) - Zanim pani Basia uczyniła sobie
krzywdę, to wcześniej pomiędzy wielickim ludem zaczęły
krążyć pantoflową pocztą, wieści, że od pewnego czasu
na cmentarzu straszy.

Jedni upatrywali w tych enuncjacjach zwykłe
chuligańskie napady [bo i takie mają miejsce] inni
polujące na gryzonie koty, które po zmierzchu udają
się na łowy [jeden z nich wystraszył nawet moją
Znajomą, bo siedział na sąsiednim grobie i wlepiał w
nią swoje zielone gały zupełnie człowieczym wzrokiem,
inni z kolei z nagła wybudzonego pijaka...

Odkąd pani Basia przestała tam uczęszczać (przed
zmrokiem) skończyły się i rewelacje.

Misza (18.07.2015) – Befanijo!
Basia Cmentarnianka zasługuje na uwiecznienie.

Wieliczka powinna być dumna.

Ja (18.07.2015) - Z kogo i czego? Z kleptomanki? Basia
dlatego chodzi na żebry, bo notoryczna z niej była
kradzieja. W żadnej pracy nie zagrzała miejsca, mimo
że rodziciel swego czasu salinarny decydent.

Misza (19.07.2015) - Ta Basia zasługuje jednak na
wiersz.
Nie dość, że cmentarnianka, to jeszcze kleptomanka
z chroniczną alergią na podejmowanie stałej pracy.

No i z rodziny salinarnych decydentów. Czyli
solniczka.

Ja (19.07.2015) - Basia miała siostrę bliźniaczkę.
Teresę też wyrzucono z pracy, bo Urzędowi Skarbowemu
podkradała znaczki a obligatoryjną pocztę zamiast na
PP, to utylizowała.
Dużo od niej młodszy brat Boguś, niegdyś zagubiony w
USA narkoman, chodzi ubrany jak najgorszy szmaciarz z
wyciągniętą prawicą wśród kawiarniano-ogródkowych
gości.

Jest to podobno rodzinne, ponieważ ich Mama także nie
gardziła samoobsługowym łupem...

Ballady bym raczej nie pisała. To naprawdę mocno
pokiereszowana oraz zdegenerowana familija.

Serdecznie.

Misza (19.07.2015) - Rodzinka, jak się patrzy.
Czyżby polska wersja rodziny Adamsów?

Jednak dla wierszoklety, żaden temat niestraszny.

Z pozdrowieniem

25 lipca tego samego (2015) roku, bezkonkurencyjnie
nieodżałowany mój ulubiony Poeta Misza, zgodnie z daną
mi obietnicą, opublikował niniejszym:

Ballada o Basi Cmentarniance

Specjalnie na życzenie Befany di Campi

Na cmentarzu komunalnym o szarej godzinie
strasznie jest, bo cienie łażą wśród mogił stadami.
Jakaś zmora pośród ścieżek, kolebiąc się płynie,
a jej widok tak okropny, że i puszczyk zamilkł.

Oto ona. Wredna Basia. Upiór miejskich mogił.
Zawsze krąży o tej porze, a przybywa znikąd.
Czernią tuje przerażone, nawet kruk uchodzi.
Mokra ziemia się zapada, marszczy się lastriko.

Skąd się wzięła upiorzyca o włosach z pajęczyn
i z kosmatych, muszych nóżek, trefionych przez wicher?

To przekleństwo grodu soli. Sekret wiatr wyjęczy,
gdy w ciemnościach listopada, miasto zaśnie ciche.

Nieśmiertelny cień megiery, bo o niej legenda,
cholernicy, której nawet kostucha unika,
nad wieczorem, pośród grobów niezmiennie się szwenda,
żeby paląc jakieś zioła, dziwne płyny łykać.

Bóg jej nie chce, nawet piekło rygluje swe bramy,
kiedy zmora pragnie odejść i zaznać wieczności,
więc nie pójdzie i zostanie w swoim śnie pijanym,
by jak zawsze, przy grobowcach nocne leże mościć.

Strzeż się siostro! Strzeż się bracie! Kiedy cień
wyskoczy
zza nagrobka i zaskrzeczy: daj pan coś na piwo.
Rzuć drobniaki wstrętnej jędzy i nie patrz jej w oczy.

Uciekając, dziękuj Panu, żeś uszedł stąd żywo.

A Misza pisze wiersze już w niebie.
Jedno wszak pytanie: czy nadal "ciarkopodobne
ballady"?

anna anna

poetycko. bardzo.

JoViSkA JoViSkA

Piękny upamiętniający wiersz dla przyjaciela poety...
Pozdrawiam :)

szadunka szadunka

"Ty - nieskrępowany wałęsa
znikąd - skądkolwiek - donikąd
śpiewałeś mi basem ballady
o miłości - bez wyobraźni" - znakomite.
Pozdrawiam serdecznie.

Robert Rychły Robert Rychły

Bardzo zacny wiersz.
Z podobaniem pozdrawiam

Dodaj swój wiersz

Ostatnie komentarze

Wiersze znanych

Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński
Juliusz Słowacki Wisława Szymborska
Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński
Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński
Halina Poświatowska Jan Lechoń
Tadeusz Borowski Jan Brzechwa
Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer

więcej »

Autorzy na topie

kazap

Ola

Bella Jagódka

anna

AMOR1988

marcepani


więcej »