Niezborna zabawa homofonami
z cyklu "Zabawy słowem"
Gdy śnieg nie przestał prószyć,
masarz wnet zaczął prużyć
mięciutkie mięska z kszyków,
by już nie słyszeć krzyków
zarzecznych lutowników,
że przez rozpękły lód
stracili w rzece lut.
Wieść poszła w wioski lud –
dostawcy próżny trud,
choć rzeczkę przebył w bród…
miast lutu przyniósł brud.
Choć schował się za stóg,
dochodził stamtąd stuk
zlodowaciałych nóg.
Bał się, że wioska każe,
by poddał się on karze,
choć rzekę przecież zmożył…
lecz sen go w końcu zmorzył.
Rzekł ludziom wtedy masarz:
Zróbmy dostawcy masaż.
Przyniósł on jednak miedź…
Ją również chcecie mieć.
Masarz krzykaczom dał żarło,
by z trzech spod strzech się nie żarło.
Tak że potrójne gardło
także wrzeszczeć zamarło.
PS.
Ja z homofonów wszakże
wierszyk stworzyłem tak, że
aż głowa boli… a jakże.

zetbeka




Komentarze (10)
Szadunko, lubię czasem się pobawić polskim słowem :)
Również miło pozdrawiam i spokojnych świąt życzę :)
Znakomita zabawa i świetny wiersz.
Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrowych, pogodnych i
radosnych Świąt.
JoViSkA, to nie będę zgłaszał odmiennego zdania ;)
Pozdrawiam również :)
Jastrz, to fajnie, że się spodobało :)
Świetne! Pozdrawiam z wielkim podobaniem :))
Fajne. Zapraszam do siebie:
https://wiersze.kobieta.pl/wiersze/marzenia-jerzego-57
9222
Trochę się nad nimi namęczyłem, Maćku, aby wyszło choć
w miarę "zbornie".
Dzięki.
wyborne homofony Zdzisławie
Jobo, każdy pisać może...
jeden lepiej, inny gorzej.
Pozdrówka.
Zdolnyś Bracie!
Głos mój i szacun jest twój!