Wiersze SERWIS MIŁOŚNIKÓW POEZJI GRUPA AUTORÓW BEJ

logowanie
Zaloguj
Nie pamiętasz hasła?
Szukaj

BALLADA O SZEWCU-HORROR

DEDYKUJĘ MOJEMU BRATU HEŃKOWI

Dawno to było, nikt nie pamięta,
Lat temu sto, może dwieście
Straszna opowieść, lecz z życia wzięta,
Co działo się w pewnym mieście.

Miasteczko małe, w nim ludzie żyli,
Czas swój spokojnie spędzając,
Tam się rodzili, tam się żenili,
Chwil swych ostatnich czekając.

Na skraju miasta opodal lasu,
Pustka, wiatr tylko się sroży,
Cmentarz zrobili sobie zawczasu,
Każdy swe kości tam złoży.

Cmentarz ten istniał od dawien dawna,
Ileż pokoleń tu leży.
Ileż tu grobów już zapomnianych,
Zdarza się także grób świeży.

Drzewa stuletnie szumią umarłym,
Wiatr tylko liśćmi szeleści,
Cisza wokoło pustka wokoło,
Początek to opowieści.

Maleńka chatka na brzegu miasta,
I jeden człowiek tam żyje.
Szewcem z zawodu jest ten staruszek,
I ludziom buty on szyje.

Nieraz przy pracy tak się zasiedzi,
Że go i północ zastanie,
Ręce pracują a myśli błądzą
Ciężkie to życie o Panie.

Pewnego razu, zajęty bardzo,
Nim spostrzegł noc już jest głucha,
Westchnął i przetarł zmęczone oczy,
Wtem przerwał pracę i słucha.

Czy to jest prawda, czy mu się zdaje,
Że w sieni gdzieś szelest słyszy.
Do drzwi podchodzi, uważnie słucha,
Lecz nie przerywa nic ciszy.

Chce już odchodzić, lecz właśnie znowu,
Za drzwiami coś tam się dzieje,
Szarpie, otwiera, patrzy do sieni,
Jakaś tam postać widnieje.

Ha! Może buty ktoś potrzebuje
Lecz czasu nie miał przyjść we dnie,
Do środka woła i postać wchodzi,
Szewc spojrzał na nią i blednie.

Wygląd żołnierza z dawnej epoki,
Ta bladość, wzrok patrzy koso,
Ten dawny mundur, ta dawna szabla,
Całe ubranie, lecz boso.

Buty mi uszyj szewcze, powiada.
Jak żołnierz boso wygląda?
Zdejmij mi miarę, za trzy dni przyjdę.
Dziwnie na szewca spogląda.

Bierze staruszek miarkę i mierzy,
Tyle jest z tyłu, tak z przodu.
Tyle jest z boku i dotknął nogi,
Tak jak by dotknął się lodu.

Dobrze zapłacę uszyj w terminie,
I przyjdę też o tej porze.
Pożegnał szewca i drzwi zatrzasnął,
Kroków nie słychać na dworze.

Posiedział chwilę szewc zadumany,
Dziwna zadumy przyczyna.
Ale czas kończyć pracę odpocząć,
Na dworze świtać zaczyna.

Pospał niedługo szewc utrudzony,
We śnie żołnierza zobaczył,
Który mu wskazał swe bose nogi.
Wstał więc i wziął się do pracy.

Trzy dni minęły, buty gotowe,
Z najlepszej uszył je skóry.
Wziął się za inne, klei, przybija
I na drzwi patrzy ponury.

Myśli o zimnej, dziwnej postaci,
A północ szybko nadchodzi,
Za drzwiami słychać już jakiś szelest,
Pewnie już żołnierz przychodzi.

Wszedł szybko, spojrzał buty zobaczył,
Zaraz na nogi je wkłada.
Dobrze zrobiłeś, wdzięczny ci jestem,
Na stół pieniądze wykłada.

Patrzy staruszek ile zapłaci,
Zdumiał się zaraz bez miary,
Bo niedzisiejsze są to pieniądze,
To stare, złote talary.

Słuchaj o szewcze, buty zrobiłeś,
Masz tu zapłatę niemałą.
A teraz żegnaj, zapomnij o mnie,
Idę bo czasu mam mało.

I cicho wyszedł, a szewc zdziwiony,
Trochę go strach oblatuje,
Ale ciekawość jest w nim silniejsza.
Wyśledzić jego spróbuję.

Szybko więc na dwór, wychodzi w ciszy
I zaraz do drogi zmierza.
Droga prowadzi aż do miasteczka,
Ale tam nie ma żołnierza.

Rozgląda bacznie się dookoła,
Cisza jest, że aż przeraża
I nagle widzi jego na drodze,
Ale na tej do cmentarza.

Czuje w tym jakąś siłę nieczystą,
Ale ciekawość paląca,
Choć drży ze strachu, lecz postanowił
Sprawę wyjaśnić do końca.

Cicho się skrada, widzi go dobrze,
Jak zbliża się do cmentarza,
Jak znika w bramie, staruszek za nim,
Choć go to wszystko przeraża.

Nad jednym z grobów żołnierz przystanął,
Płyta się zaraz odkrywa,
Wchodzi do środka, grób się zamyka.
Tutaj więc żołnierz przebywa.

Gałązkę świeżą staruszek zrywa
I wbija obok mogiły.
Jak mógł najszybciej wybiegł z cmentarza.
Z wrażenia brak mu już siły.

Myśli się mącą, strach włosy jeży,
Chwile koszmarne wspomina.
Czemu ten upiór po nocy chodzi?
Jaka jest tego przyczyna?

Rankiem, gdy tylko oczy otworzył,
Wie już co robić ma zgoła.
Już się ubiera, już jest na drodze
Wiodącej wprost do kościoła.

Gdy ksiądz wysłuchał jego relacji,
Chwilę podumał i rzecze:
Chyba to dusza pokutująca,
Ubrana w kształty człowiecze.

Człowiek ten musiał za życia swego
Popełnić zbrodnicze czyny.
I teraz błąka się jako upiór
I pokutuje za winy.

Trzeba na cmentarz udać się we dnie,
Wziąć kilku ludzi, albowiem
Trumnę wyciągnąć z grobu potrzeba,
Co dalej, to później powiem.

Koło południa gromada ludzi,
Idzie, szewc drogę wskazuje,
Wchodzą na cmentarz, błądzą wśród mogił
Gałązki szewc wypatruje.

I nagle patrzą, wśród wielu grobów,
W jednym gałązka tkwi świeża.
Tak to jest tutaj, mówi staruszek,
To jest mogiła żołnierza.

Płytę grobową w bok odwalają
I zaglądają ciekawie.
Jest stara trumna, rdzą już przeżarta,
Rozsypująca się prawie.

Zaraz się biorą znów do roboty,
Trumnę na wierzch wydobyli.
Trzeba otworzyć, ksiądz im powiada.
I otworzyli po chwili.

Tak jak szewc mówił, w trumnie był żołnierz,
Z szablą przy boku, w mundurze.
Był w takich butach, co szewc im mówił,
Po nowej poznał je skórze.

Rzekł ksiądz:- żeby upiór już więcej
Ludzi nie straszył nocami,
Głowę mu odjąć trzeba a potem
Położyć między nogami.

Tak się robiło zawsze od wieków,
Jak wieści stare głosiły,
Ażeby odjąć im moc przeklętą,
Kiedy upiory straszyły.

Zamknęli wieko, zabili trumnę,
Spuścili ją w grób czeluści.
Wodą święconą grób ksiądz pokropił
Upiór go już nie opuści.

Miesiąc już minął, szewc już zapomniał,
Czas szybko przy pracy mija,
Nastaje północ i nagle słyszy
Jak ktoś do drzwi się dobija.

Przerwał robotę ,ręce opuścił
Zła myśl mu umysł zatruwa.
Strwożył się wielce i patrzy na drzwi,
Pewnie coś złego przeczuwa.

A drzwi powoli się odmykają,
A gdy się całkiem otwarły,
Cóż to za postać stoi na progu?
Przecież to żołnierz umarły.

Szewc przerażony wzrok nań podnosi,
Jak skamieniały w swej męce,
Bo żołnierz głowy nie ma na karku,
On trzyma ją w swojej ręce.

Patrzy staruszek, wzrok mu się mąci,
W myśli pacierze odmawia,
Chyba ostatnia moja godzina
I nagle głowa przemawia.

Cóż ci zrobiłem okrutny starcze,
Że pozbawiłeś mnie głowy,
Źle postąpiłeś, krzywdę zrobiłeś,
Na śmierć bądź za to gotowy.

Przed wielu laty, będąc na wojnie
Okrutny czyn popełniłem.
Niewinne dziecko śmiało się do mnie,
A ja go szablą przebiłem.

Choć było dziecko to nieprzyjaciół,
Walczących z nami zawzięcie,
Wściekły na wroga szukając zemsty,
Moje spotkało go cięcie.

Za to po śmieci skazanym został,
Na długie wieków pokuty,
I w tych wędrówkach pokutujących,
Niejedne zdarłem już buty.

I by skończyła się klątwa moja,
Gdyście mi głowę odjęli,
Było położyć twarzą do spodu,
Lecz tego żeście nie wiedzieli.

Dlatego dalej muszę się błąkać
I dalej znosić katusze,
A że przez ciebie głowę nosić w rękach.
Za to uśmiercić cię muszę.

Świsnęła szabla, głowa odpadła
I leży koło nóg ławy,
Tak się skończyła historia szewca,
Co był za bardzo ciekawy.

autor

ESER

Dodano: 2005-06-22 04:29:58
Ten wiersz przeczytano 2308 razy
Oddanych głosów: 7
Rodzaj Rymowany Klimat Mroczny Tematyka Fantastyka
Aby zagłosować zaloguj się w serwisie
zaloguj się aby dodać komentarz »

Komentarze (0)

Jeszcze nie skomentowano tego wiersza.

Dodaj swój wiersz

Ostatnie komentarze

Wiersze znanych

Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński
Juliusz Słowacki Wisława Szymborska
Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński
Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński
Halina Poświatowska Jan Lechoń
Tadeusz Borowski Jan Brzechwa
Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer

więcej »

Autorzy na topie

kazap

anna

Ola

AMOR1988

aTOMash

Bella Jagódka


więcej »