Wiersze SERWIS MIŁOŚNIKÓW POEZJI GRUPA AUTORÓW BEJ

logowanie
Zaloguj
Nie pamiętasz hasła?
Szukaj

Charon R.11 i 12

Straszna Nuda R.11

Charon już od dłuższego czasu nie mógł dalej prowadzić wywiadów, starszy pan wyjechał w podróż służbową, powiadają, że spotkać ma się z Buddą, który ma nową koncepcję. Zaś Szatan ma kłopoty z ze smoleńskim ludem. Zrazu, więc wybrał się zobaczyć jak świat wygląda bez ludzi, bo Sąd Ostateczny dotyczył szczęśliwie tylko tych istot dwunożnych.Ten świat "bezludzki", jak go nazwał całkiem źle nie wyglądał i pomyślał sobie, że gdyby tak był stworzony od samego początku, uchodził by za model całkiem idealny. Niestety stało się inaczej, mogło być arcydzieło, a wyszedł bubel kompletny. Charon nie ważył się nawet w myślach wspomnieć o autorze. Ale sam przez wieki życie spędził na swoim czółnie, więc nie był przyzwyczajony do wielkich podróży, wrócił więc szybko do swego hotelu i co mu zostało?Wylegiwać się w miłej pościeli, której na łódce nigdy nie miał. I nuda, tylko nuda. Któregoś dnia, tego nieziemskiego, przypomniał sobie o laptopie, który zakurzony gdzieś pod łóżkiem leżał. Odpalił go, tu baterie zawsze działały, ale co dalej, czego lub kogo miał szukać na ekranie. Pomyślał, o historii tego minionego świata, pornosy go nie interesowały, więc w googlach wpisał „historia świata-chybił trafił”i nacisnął klawisz.
Rzeka Ypres, noc już lada moment będzie...i słyszy po niemiecku i angielsku równocześnie psalm 23 dawidowy:Pan jest pasterzem/Nie brak mi niczego/Pozwala mi leżeć na pastwiskach zielonych/Prowadzi mnie nad wody,gdzie mogę odpocząć.
A wokół, niezliczone trupy w pośpiechu chowane po kątach, jęki rannych i umierających i smród ciał w stanie rozkładu (tego oczywiście nie czuł, ale wyobraźnię miał). W niektórych transzejach palą się lampki na małych choinkach.
To 24 grudnia 1914 roku, mordujący się od miesięcy niemieccy i angielscy żołnierze ogłosili rozejm, by choś na chwilę być się na pastwiskach zielonych. Rozejm trwał, a gdzieniegdzie nawet do Nowego Roku, potem rzeź trwała kilka lat jeszcze. Czy miało to sens myślał Charon, czy wszyscy znaleźli się na pastwiskach niebieskich!

Klik i już Charon stanął w Połańcu, w roku 1976, dziwnym trafem, 25 grudnia. Jest Pasterka, Jan Sojda podchodzi do rodziny Stanisława Łukaszki i mówi, że w ich domu coś złego się dzieje. Więc wracają do domu, po drodze na ich synka wjeżdża maluch, z którego wysiada Sojda z rodziną i młotkami, łopatami zabijają całą rodzinę Łukaszków. Całemu zajściu przygląda się 30 osób. Na procesie, nikt nie potwierdził przebiegu zdarzenia, bo Sojdzie przysięgli na krew i krzyż, że pary z gęby nie puszczą. Dalej już Charon nie miał siły oglądać i nie wie co dalej się stało.

Szukał dalej po mapie tego przepięknego świata, trafił na Rok Pański 1600. zwany Rokiem Jubileuszowym, także zwanym ”Między stosem a odpustem”, miłościwie panujący wtedy Klemens VIII-papież chce ukrócić rozpustę wśród kardynałów, każe im nosić purpurowe szaty, by każdy widział jak do burdelu zmierzają. Stąd dumna nazwa purpuraci się wzięła, zrozumiał wreszcie Charon. Z drugiej strony tenże Klemens, szczycił się tym, że cudzej śmierci nie boi. I był konsekwentny co Charon odkrył studiując tę stronę. Bo 17 lutego 1600 roku spalono za sprawą tego Klemensa, Giordana Bruna, a za co dociekał Charon. No i dowiedział się ,po pierwsze bronił Kopernika ale miał jeszcze dużo większe grzechy i to bezpośrednie". W skrócie, za gorliwie propagował w księgach swoje niezgodne z obowiązującą doktryną Kościoła.
Charon na chwilę wyłączył komputer, bo o czymś pomyślał.
Pogrzebał w myślach i dotarł do czasów całkiem nieodległych, gdzie ktoś kto nie jest Polakiem- katolikiem, to nie jest patriotą, na szczęście inkwizycja już dawno straciła swe zęby. Czyli Bruno nie myślał tylko o swych czasach i dlatego musiał być spalony.
Wrócił znów do komputera, na tę samą stronę, tak dla statystyki zapamiętał, że w tym roku Bogu poświęconym w ten sposób stracono 32 osoby, rok wcześniej 48, a rok później 21-postęp znakomity.
Dalej Charon rozważał, a było o czym, dlaczego tylko w imię Boga, palono, zabijano, czy ktoś zginął w obronie wiary?
Zaczął dalej klikać i dotarł do III wieku naszej ery, wieku prześladowań chrześcijan.
Wtedy żyła piękna Cecylia-rzymianka z dobrego domu, która przeszła na chrześcijaństwo wraz częścią rodziny. Wszyscy zginęli z ręki kata, Cecylia była trzykrotnie uderzana mieczem ale zwyczaj nie pozwalał na uderzenie czwarte, więc w cierpieniu umarła dopiero trzeciego dnia. W 821 roku papież Paschalis I kazał przenieść jej ciało do bazyyliki jej imienia, bo już była święta.
W 1599 roku ów Klemens VIII kazał trumnę otworzyć i okazało się, ciało że Św. Cecylii jest nienaruszone i piękne jak za jej życia.
Akt cudownego przetrwania, nie było to dzieło tych którzy potrafili balsamować ciało(Lenin,Stalin), to był akt boski.
Charon obok swych zajęć reporterskich parał się również, dużo trudniejszą pracą, tzn. myśleniem. Znów zaczął patrzeć w głowę i pytać, jeśli On mógł ocalić jej ciało od zniszczenia przez tyle wieków, dlaczego nie chciał, by miecz katowski nie wypadł z ręki kata.
I dalej, wracając do stron już przewertowanych, pytał sam siebie, czy On rzeczywiście coś potrafi.
I "odkrywczo" zadał sobie pytanie. Czy Staruszek potrafi taki kamień stworzyć, którego nie potrafi podnieść? Wtedy jeszcze nie wiedział, że tej zagadki nikt nie potrafił rozwiązać.
I nim go zabolała głowa od tego myślenia, powiedział do siebie, że przecież stworzył te dwunożne postaci na swoje podobieństwo, więc powinien mieć w sobie choćby cząsteczkę tego co ludzkość nazywała współczuciem wobec bliźniego. Że rzadko stosowała tę zasadę, to już inna sprawa.







Zupa R.12

Dalej Charon nie ma nic do roboty, przejrzał kilka wieków historii minionego świata uwiecznionych na nagraniach Discovery Chanel, potem zakopał się w poduchy i kołdry puchowe i tak nudą zamulony trwał. Do tego stopnia, że ledwie ciche pukanie do drzwi hotelowych usłyszał. Zszedł z łoża i drzwi otworzył, a tam mała skrzydlata postać stała, w wyciągniętej rączce trzymała rulon papirusu. Gdy wziął ów rulon postać wdzięcznie odleciała. Drzwi nogą popchnął i czytać zaczął, a było to zaproszenie do prawej budowli. No to chyba staruszek jest już po spotkaniu z Buddą, pomyślał i zaczął sposobić się do wyprawy.
Piotr już stał na progu budowli z nico kwaśną miną, powitał Charona i powiedział, że Szef jest dosyć zatroskany, gniewny nawet trochę.Na pytający wzrok reportera, odpowiedział ,by się niczego nie obawiał, przecież sam zaprosił. A brak humoru Piotr sobie tłumaczył, iż chyba rozmowa z Buddą nie potoczyła się należycie, może więc chce się przed kimś wygadać.
Uspokoiwszy się nieco reporter przekroczył drzwi do komnaty przyjęć. Gospodarz już tam siedział na tym skromnym, dość niewygodnym zydlu.
Powitanie o dziwo serdeczne ale w tonie raczej melancholijnym. Siadaj więc mój Charonie, pogadamy sobie, jak wiesz udałem się w podróż na zaproszenie Buddy i różne wnioski z tego spotkania muszę wysnuć i to o wadze brzemiennej w skutki. Powiem Ci o tym, ale to później, na zakończenie rozmowy. Tymczasem spełnię daną Ci niegdyś obietnicę, wytłumaczę dlaczego w budowli naprzeciwko jest takie przeludnienie a u mnie miejsca jest ci dostatek
Zaczniemy więc od zupy,
Charon choć siedział nieruchomo, znieruchomiał, nic nie mówił a dodatkowo zamilkł jeszcze bardziej. Zdążył tylko do siebie powiedzieć, dopiero co brokułową w Rzymie jadłem. Bezwiednie sięgnął za pazuchę i drżącą ręką wyciągnął butelczynę i podał siedzącemu naprzeciwko. Butelka miała nalepkę objaśniającą,iż jest to Śliwowica Łącka,Volt 70, co oznaczało jakość niebywałą, moc zresztą też.
Znawcy tematu wiedzą, że jest to przesławne, bardzo drogie i nielegalne lekarstwo góralskie na wszystko.
Miało, jak każde lekarstwo i swoje uboczne skutki. Na górali to nie działało, ale cepry, ci bogatsi po kilku łykach, dobrych parę godzin dochodzili do siebie. Na nalepce nie było bowiem opisu jak to lekarstwo należy stosować. Starszy Pan, wziął ostrożnie butelkę, już całkiem zrelaksowany, przyglądał się twarzy Charona, który po słowie zupa nie mógł ukryć wielkiego zdziwienia.
Rozbawiony na dobre gospodarz rzekł do Charona, nie bój się, żadnej kartoflanki nam tu nie przyślą bo zupa w tym przypadku to nie problem kulinarny ale zgoła filozoficzny.
Już ci tłumaczę na czym zagadka polega. Otóż zróbmy doświadczenie, wybierz reprezentatywną grupę, dużą bardzo dużą, daj im kuchenkę gazowo-elektryczną, stół a na nim 10, tylko 10 składników, do tego dla wszystkich taki sam garnek i każ im ugotować zupę. Te składniki muszą użyć koniecznie ale mogą mieszać w dowolnej proporcji. Po jakimś czasie wszyscy zupę przyrządzą. Gdy smakosze tę zupę wysmakują i ocenią,okaże się, że są lepsze i gorsze, zupy ale ogólnie w smaku dość podobne. Nie da się bowiem ze zwyczajnych składników jakiegoś cudeńka przygotować.
A teraz daj tej grupie wyselekcjonowanej, nieograniczoną ilość składników i niech przyrządzają zupę według swojego pomysłu a wtedy wyjdą różności.
Wtedy gremium oceniające będzie w nie lada kłopocie, bo każda będzie inna, smaki będą różne.
A teraz zamień słowo zupa na inne słowo, czyli życie każdej dwunożnej istoty, bardziej lub mniej rozgarniętej.
Gdy się zastosuje do tych dziesięciu składników które sam ustanowiłem, nietrudno zgadnąć, że będzie to życie dość trudne i pełne wyrzeczeń można powiedzieć, że bardzo siermiężne ale gwarantujące pobyt na moich pastwiskach niebieskich. Nie muszę bo już widzę, że pojąłeś o jakich składnikach życia mówię. Dla porządku, chodzi o te dziesięć zdań wyrytych na kamieniu i przekazanych Mojżeszowi.
Teraz przejdźmy od teorii do rzeczywistości. Na początku było dobrze, by skromnie powiedzieć, całe rzesze przez parę wieków gotowały tę zupę i przybliżały się do pastwisk niebieskich, a że wtedy życie było krótkie, kandydatów było bardzo dużo ku mojemu zadowoleniu, że plan mój się realizuje.
To wszystko obserwował, ten cwaniaczek z naprzeciwka i zaczął kombinować co zrobić by jego firma też prosperowała.
No i wymyślił, nowe składniki, które można dodawać do tej zupy, część moich przyjął ale zaproponował nowe inne, na które ja nie mogłem przystać.
„Ciemny lud to kupi” to była jego pozycja wyjściowa, założył bowiem, że lud niewykształcony przyjmie to co mu podano na tacy. I miał niestety dużo racji bo na początku zupę z dziesięciu składników przyrządzali właśnie tacy. Postawił więc na edukację, a później się okazało, że ci dwunożni gdy więcej wiedzieli zapytywali sami siebie, a często tych już wtedy mądrzejszych czy można żyć inaczej czyli czy zupa musi być zawsze taka sama.
Dodawać do niej zaczęli nowych składników, które Szatan dyskretnie im podrzucał.
Spostrzegli niebawem, czyli po kilku stuleciach, że życie(zupa) może być bardziej bogate i zapomnieli lub się wręcz wyrzekli tych moich pastwisk. Nie wszyscy na szczęście tak postępowali, więc trochę mogłem przygarnąć do siebie.
Jest jeszcze jedna istotna przyczyna, że przeludnienie jest tam a nie u mnie.
Ci, którym zaufałem i którzy mieli mi pijar odpowiedni robić, zawiedli okrutnie.
Ci pierwsi, no np. apostołowie potrafili wszystkie owieczki przytrzymać i zaprowadzić gdzie trzeba.
Ale później ich następcy, aż po czas ostatni korzystali do wiwatu z propozycji Szatana, a swym owiczkom nakazując stosować się do tych mych składników, świat szedł do przodu i łatwo było spostrzec ich zakłamanie.
Stąd, gdybyś kiedyś za moim przyzwoleniem zawitał na niebieskie pastwiska , niewielu moich pijarowców byś zobaczył. Duża ich grupa po uzgodnieniu z Szatanem trafiła do tej czarnej dziury zamurowanej i pilnie strzeżonej by nikt się nie mógł wydostać nawet do tych garów ze smołą, które tak polubili lechici.
Myślę,żeś pojął dlaczego są takie dysproporcje w zaludnieniu obu naszych budowli.
Na zakończenie,zdradzę ci o czym rozprawialiśmy z Buddą,ale to on raczej więcej mówił. Zaczęło się od tego, że opowiedziałem mu o swoich problemach, które znasz.
On takich zmartwień nie ma, powiedział natomiast rzecz znamienną, że wszystko się z czasem zmienia czyli jeden byt przechodzi w drugi, a ten drugi w trzeci i tak dalej bez końca. A ty spytałem jak się w tym odnajdujesz? Z uśmiechem odpowiedział, że był już sekwoją w Ameryce, kaktusem w Meksyku, nawet tygrysem bengalskim w swoim czasie, śmiał się, że na szczęście jak dotychczas nie był rzodkiewką, bo co by się stało gdyby tę rzodkiewkę ktoś głodny spałaszował. I co dalej Buddo spytałem, a on spokojnie odpowiedział, że czeka na następne przekształcenie się w inny byt, ale mu nieznany.
Wróciłem do siebie, kontynuował Staruszek z głową pełną myśli. Jeśli to prawda, co mówił Budda, to na co ta cała moja robota.
Otwórz okno, a usłyszysz, że tam życie wre aż miło, a u mnie samo uwielbienie, czyli nuda.
Tam u Szatana tak teraz sobie myślę jest trochę istot, których swą surowością pokrzywdziłem, nie przestrzegali zasad wyznaczonych ale nie zawsze była to ich wina, może powinni zagościć na moich pastwiskach.
Tu zabrał głos, dotychczas milczący Charon, dobrze mówisz Panie, słyszałem od Szatana, że jemu też jest żal tych niektórych siedzących pod ścianą, którzy chcieliby zawitać do twojej budowli.
Nawet przebąkiwał o tym,że można by strefę bezwizową stworzyć, jakieś wycieczki organizować w tę i tamtą stronę. A z czasem jak doświadczenie się uda zorganizować,coś, co można nazwać umownie świat bez granic, a każdy sam określi czyim obywatelem chce być.
Staruszek podrapał się po gęstej brodzie, spojrzał na pustą już butelkę po śliwowicy z której Charon ani kropli nie skosztował, wyprostował się dziarsko jakby mu ubyło ze sto tysięcy lat i powiedział, niech się tak stanie. Skoro Budda ma rację. I użył, oczywiście umownie, przysłowia z Watykanu (który mu tyle zła uczynił): Roma locuta,causa finita.








autor

troilus

Dodano: 2016-11-27 11:19:50
Ten wiersz przeczytano 1651 razy
Oddanych głosów: 10
Rodzaj Bez rymów Klimat Refleksyjny Tematyka Świat
Aby zagłosować zaloguj się w serwisie
zaloguj się aby dodać komentarz »

Komentarze (19)

użytkownik usunięty użytkownik usunięty

Nie poprawiam :) Ja tylko rozmyślam :)
Albo zmyślam ;)
Pozdrawiam :)

troilus troilus

mylyeno: Poprawiasz pwne fakty czy zdarzenia, ale ja
za treść nie odpowiadam, jestem tylko spisywaczem
tego co mi Charon opowiadał.

użytkownik usunięty użytkownik usunięty

Kolejna część, którą przeczytałam z uśmiechem.
Jezus urodził się w październiku :)
Szatan nie zna uczucia żalu, jest raczej permanentnie
sfrustrowany i zajęty ;)
samouwielbienie chyba razem?
Bardzo zabawna ta historia!
Myślenie to fajne zajęcie :)

Pozdrawiam :)

Dodaj swój wiersz

Ostatnie komentarze

Wiersze znanych

Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński
Juliusz Słowacki Wisława Szymborska
Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński
Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński
Halina Poświatowska Jan Lechoń
Tadeusz Borowski Jan Brzechwa
Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer

więcej »

Autorzy na topie

kazap

anna

AMOR1988

Ola

aTOMash

Bella Jagódka


więcej »