Wiersze SERWIS MIŁOŚNIKÓW POEZJI GRUPA AUTORÓW BEJ

logowanie
Zaloguj
Nie pamiętasz hasła?
Szukaj

widzenia Marii

w jej ogrodzie co noc gromadzą się wisielcy
niektórych już zna i wymieniają uprzejmości
nowi milczą skupieni na śmierci
kołysząc się miarowo uspokajają nurt odległej rzeki

Maria wyobraża sobie wtedy że przechodzi po wodzie
po tamtej stronie czeka wszystko czego się wyrzekła
kusi obiecany odpust i miejsce na "odwieszenie krzyża"

w jej ogrodzie szumi i złowróży
zwłaszcza gdy patrzeć pod światło świat staje się przejrzysty
by w końcu rozmyć się przeistoczyć w wielobarwną plamę
do starcia powieką albo rękawem

tym bardziej gdy sączy się siąpi uwalnia przez pory
sól ze sparciałych sznurów czy lizawki w miejsce księżyca
na szczęście na wszystko jest sposób
i Maria zakrywa defekt kolejną głową

do świtu powinna się utrzymać

autor

Daisy33

Dodano: 2020-07-14 23:02:43
Ten wiersz przeczytano 321 razy
Oddanych głosów: 6
Rodzaj Biały Klimat Smutny Tematyka Życie
Aby zagłosować zaloguj się w serwisie
zaloguj się aby dodać komentarz »

Komentarze (6)

Wanda Kosma Wanda Kosma

Trafienie tutaj, do Twoich wierszy, uważam za
niespodziewaną ucztę. Punktowanie oczywiście nie
oddaje temperatury wrażeń; podobnie jak komentarze.
Dla mnie to jest poezja do kontemplowania tam, gdzie
echo słów przechodzi w nienazywalne. Podziwiam i
pozdrawiam.

Daisy33 Daisy33

Babciu Teresko - ja za to uwielbiam wisielców.

ASie, Annno2 - bardzo Wam dziękuję i odzdrawiam :)

Wilku - mam nadzieję, że nie odbierasz moich
lakonicznych odpowiedzi jako lekceważenia. Ja mam po
prostu tak mało do powiedzenia światu, że wolę
podziękować i tyle. Tak jest bezpieczniej. A więc
bardzo Ci dziękuję. To wielkie szczęście mieć takich
czytelników. Pozdrawiam.

Canis Lupus Canis Lupus

"są rzeczy gorsze od obrazów, od których nie można się
uwolnić"
To jest klucz ale ten klucz trzeba przekręcić dwa
razy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Publiczna_egzekucja_wi%C
4%99%C5%BAni%C3%B3w_Pawiaka_w_Warszawie_(1942)

Nie mam odwagi napisać o "widzeniach Marii", ale
napiszę o swojej przygodzie, która po dziś prześladuje
mnie w koszmarach.
Sytuacja była z pozoru banalna. Obiecałem komuś
podwózkę na lotnisko. Lot miał się odbyć po południu.
Rankiem potwierdziłem, że oczywiście, że jak
najbardziej i że sprawa jest aktualna. Lotnisko było
odległe o ponad 200km.
Ten ktoś przez kilka lat odkładał na operację, która
miała się odbyć w USA. Terminy były ustalone. Wszystko
było ustalone.
Dzień był piękny.
Rankiem diabli mnie skusili, żeby pojechać do miasta
odległego o kilkadziesiąt kilometrów.
Ot tak. Wmówiłem sobie, że wypada coś załatwić, coś
kupić i wrócić na czas. Nic ważnego.
Około południa zbierałem się już do drogi powrotnej,
ale było wściekle gorąco. Postanowiłem kupić co do
picia.
Zatrzymałem się przy ogromnym hipermarkecie i
dosłownie na moment wpadłem do środka.
Kiedy wyszedłem... mojego auta nie było. A wszystko,
dosłownie wszystko zostawiłem w samochodzie.
Miałem przy sobie tylko trochę drobnych i bezużyteczne
kluczyki.
Moje auto było białe. Na przeogromnym parkingu stało
kilka tysięcy samochodów, z czego połowa miała kolor
biały.
W pierwszej chwili pomyślałem, że moje auto
skradziono.
Wydawało mi się, że to jedyne sensowne wytłumaczenie,
ale jakimś cudem przypomniałem sobie, że zaparkowałem
obok seledynowej Megane.
Właśnie zauważyłem ją w oddali. Była już przy
wyjeździe...
Uzmysłowiłem sobie, że tak naprawdę zapomniałem gdzie
stoi moje auto i że oprócz seledynu nie zapamiętałem
niczego więcej.
Wpadłem w panikę. Szamotałem się po parkingu i
szukałem chaotycznie, na oślep, ze świadomością, że
szukam igły w stogu siana.
Szukałem ze dwie godziny. Parking zaczął wirować "by w
końcu rozmyć się przeistoczyć w wielobarwną plamę do
starcia powieką albo rękawem".
A byłem przy zdrowych zmysłach.
I tak wyglądało pierwsze przekręcenie klucza.
Drugie było o wiele bardziej tragiczne.
Bo oto w punkcie a) uzmysłowiłem sobie, że legnie w
gruzach moja słowność i że przyklei się do mnie opinia
osoby nierzetelnej
Punkt b) był jeszcze gorszy. Ktoś mógł przypłacić
życiem moją lekkomyślność.
Ta operacja była naprawdę ważna. Mogłem dźwigać do
końca życia nie tylko fatalną opinię, ale przede
wszystkim poczucie winy.

W ostatniej chwili wpadłem na to, jak rozwiązać
problem. Sprawa miała szczęśliwe zakończenie.
Pacjent odleciał, a na nieszczęsny parking
przyjechałem z siostrą nocą.
Auto stało widoczne jak na dłoni. Miałem wrażenie, że
ktoś je przestawił... ale nic nie zginęło.

Jednak sprawa Marii nie miała szczęśliwego
zakończenia...

No cóż... takich wierszy się nie spotyka. Jest
wyjątkowy.
Nie wyobrażam sobie siły którą trzeba mieć, żeby
unieść taki temat...

Annna2 Annna2

utrata kogoś bliskiego.
Są raną, solą bywa, tu nie wisielcy.

Wiersz zastanawia, bo tak jest.

AS AS

tym razem pokazałaś wiersz - wydawałoby się
hermetyczny i trudny do odbioru;
ale to nie wisielcy straszą w tym wierszu najbardziej;

są rzeczy gorsze od obrazów, od których nie można się
uwolnić;
kluczowa jest trzecia strofa;
widzenie Marii najłatwiej byłoby wytłumaczyć chorobą
psychiczną;
ale Maria nie jest chora;
zobaczymy jaką interpretację wyśledzi nasz poetycki
detektyw :)
pozdrawiam :)

Babcia Tereska Babcia Tereska

To pierwsze widzenie mnie odstraszyło, nie lubię
wisielców, brr

Dodaj swój wiersz

Ostatnie komentarze

Wiersze znanych

Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński
Juliusz Słowacki Wisława Szymborska
Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński
Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński
Halina Poświatowska Jan Lechoń
Tadeusz Borowski Jan Brzechwa
Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer

więcej »

Autorzy na topie

kazap

Ola

Bella Jagódka

AMOR1988

marcepani

anna


więcej »