Wiersze SERWIS MIŁOŚNIKÓW POEZJI GRUPA AUTORÓW BEJ

logowanie
Zaloguj
Nie pamiętasz hasła?
Szukaj

W cieniu wspomnień -Janka...

(Ciąg dalszy prozy: była Helena, Monika, babcia Leokadia, teraz Janka) Zapraszam tych, którzy lubią takie klimaty. UWAGI MILE WIDZIANE

Wigilia w tym roku była w małym gronie. Chłopcy są w Londynie, gdzie pojechali do pracy, pan Mietek z żoną polecieli do Oslo, gdzie ich syn jest na jakimś kontrakcie, a Bartek z Ewą i córeczką, oraz pan Staszek z panią Heleną w tym roku zostali na święta w Krakowie. Wszyscy obiecali przyjechać na zjazd rodzinny zorganizowany z okazji urodzin pana Józefa. Za kilka dni kończy przecież 85 lat. Piękny wiek, tylko pozazdrościć.
- Szkoda, że jego żona, pani Stasia zmarła. Nie doczekała bidulka nawet narodzin wnuczki - pomyślała z żalem - i już nie zagra nam na pianinie...

Pan Józef po śmierci żony trochę podupadł na zdrowiu. Teraz Janka w większym stopniu ma za zadanie opiekę nad nim. Wieczorami grywa z nim w warcaby, czyta mu i codziennie chodzi na spacer, dotrzymując towarzystwa.
Czasem chodzą do pobliskiego parku, gdzie starszy pan spotyka swoich znajomych. Wspominają dawne czasy. Od nich Janka dowiedziała się wielu ciekawych rzeczy o wojnie, o cudzie nad Wisłą, o Powstaniu Warszawskim, o trudnych czasach powojennych... kiedy ona była jeszcze dzieckiem.
- Mogłabym teraz zdawać egzamin z najnowszej historii Polski, żartuje czasem. Kiedyś przeszło jej przez myśl, że może szkoda, że nie poszła dalej do szkoły. Doszła nawet do wniosku, że zdobywanie nowych wiadomości może być ciekawe.

Dzisiaj wzięła się za przygotowania do spotkania rodzinnego. Większość prac porządkowych zrobiła już przed świętami. Teraz pozostało jej tylko przygotowanie pokoi dla gości. Zmieniła pościel, otworzyła szeroko okna, aby wywietrzyć. Umyje jeszcze tylko okno w kuchni, bo zachodni wiatr przyniósł niedawno deszcz i zachlapał szyby. Wzięła ocet i gazety. - Tyle środków chemicznych w sklepach, a stare metody najlepsze, nie zostawiają smug na szybach, mawiała mama.

- Szkoda, że jej nie ma, że tak szybko odeszła, myśli jej pobiegły znów do tamtych czasów.
Mama ciężko pracowała całe życie. Często narzekała na ból kręgosłupa i nóg. Podobno miała reumatyzm, powinna się leczyć, wyjechać gdzieś nad morze, albo do sanatorium, ale nie miała z kim zostawić córeczki. Nie miały innej rodziny, dziadkowie zginęli w czasie wojny. Zachorowała na serce i zmarła. Dobrzy ludzie pochowali ją na miejscowym cmentarzu. Janka miała zaledwie piętnaście lat... i w nikim oparcia.
Ludzie ją tu znali, do pracy była przyzwyczajona, bo od kiedy zmarł ojciec, pomagała mamie w sprzątaniu mieszkań na osiedlu.
Pani Jadwiga była wtedy w ciąży. Zaproponowali jej, aby zamieszkała u nich w zamian za pomoc przy zakupach, sprzątaniu. Ucieszyła się, że nie musi wracać do starej oficyny, gdzie mury pękały, gdzie trzeba było palić w piecu, a mimo to w zimie zamarzała woda w wiadrze, a na szybach tworzyły się firanki z mrozu. I to ciche skrobanie pod podłogą. Wzdrygnęła się na wspomnienie myszy, które uciekały przed zimą z pól, przychodziły do domu i w poszukiwaniu jedzenia wychodziły ze swoich norek Mama rozstawiała na nich pułapki ze skórką słoninki, a i tak kiedyś pogryzły jej rajstopy i nie miała w czym iść do szkoły.

Janka rozejrzała się wokoło . Tu ma lepiej niż mogła sobie w tamtej sytuacji wymarzyć. Ma pracę, własny pokój, własne łóżko, szacunek przyjaznych ludzi i, co najważniejsze dla niej, zabezpieczenie na stare lata. Czuje się tu potrzebna, nawet kochana. Co by się z nią stało, gdyby po śmierci mamy nie trafiła do tego domu. W najlepszym wypadku byłby to dom dziecka. Tu otoczono ją przyjaźnią. A że musiała pracować, to normale, każdy musi. Myśl ta pomogała jej przetrwać pierwsze lata.

Pani Stanisława z panią Jadwigą nauczyły ją gotowania, pieczenia, opiekowania się dziećmi, wszystkiego tego, co potrzebne w życiu kobiecie i musi przyznać, że jak Monika z Bartkiem już podrośli i obowiązków było mniej, to zachęcano ją, by poszła do wieczorówki. Może będziesz kiedyś chciała usamodzielnić się, albo wyjść za mąż, przyda ci się zawód, mówili.
Ale ona nigdy nie miała głowy do nauki. Potem urodzili się bliźniacy i znów była w swoim żywiole. Bardzo odpowiadała jej rola niani, bo tak na nią od początku wołały dzieci. Czuła się znowu potrzebna, kochała je jak własne.
Czasem myślała, że może fajnie byłoby mieć własną rodzinę, męża, dzieci, ale jak przypomni sobie biedę we własnym domu, ciągle zapracowaną mamę... Może, gdyby rodzice żyli, jej życie też potoczyłoby się inaczej.

- Nianiu, kiedy będzie obiad? - to Franek i Wojtek oderwali się na chwilę od komputera, przywołując ją do rzeczywistości.
- Pieczeń będzie za pół godziny, ale jak jesteście bardzo głodni, to podam zupę - zaproponowała.
- Nieee, to już poczekamy na dziadków - odpowiedzieli zgodnie.

To synowie Moniki. Janka pamięta dzień, kiedy Monika zadzwoniła, mówiąc, że urodziła bliźniaki. Pani Jadwiga bez namysłu wyjechała, aby pomóc córce, a po kilku dniach zadzwoniła, że następnego dnia po południu wracają z dzieciakami.
- Janko, przygotuj pokój Moniki na ich przyjazd, powiedziała wówczas.
Nie musiała tego przypominać, Janka znała swoje obowiązki.
- Zaraz wszystkim powiem, na pewno się ucieszą. Będzie wysprzątane na glanc, odparła wtedy ochoczo. Zrobiła szybko śniadanie domownikom a bliźniakom kanapki do szkoły.
Zawsze tak na nich mówiła. Była przy ich narodzinach, zmieniała pieluchy, a dzisiaj to panowie, że ho ho, licealiści. Była przy narodzinach Moniki, a od jutra będzie w domu druga para bliźniaków, jej dzieci. To już czwarte pokolenie Kruków w tym domu.
- Jak to czas leci, myśli znowu pobiegły do tamtych dni.

Po usłyszeniu wiadomości o powrocie Moniki z dziećmi, pan Łukasz bez słowa zszedł do swojej kancelarii adwokackiej. Chyba nie był zaskoczony, ale trudno powiedzieć, czy się ucieszył, czy nie.
- Przyjeżdżają nasze prawnuki, doczekaliśmy się, powiedziała wzruszona pani Stanisława do męża i poszli do swojego pokoju.

Przed południem przyszedł na chwilę z kancelarii zmęczony pan Łukasz: - Janko, możesz zrobić mi kawy? Od rana tylu klientów. Do tego sekretarka na zwolnieniu, a Jadwiga jeszcze nie wróciła. Co mówiła żona, kiedy wracają z dziećmi? - dodał po chwli.
Raczej chce pogadać niż napić się kawy, pomyślała i odparła:
- Jutro. Powinni być po południu. Przygotowałam już pokój Moniki, wszystko wywietrzone, posprzątane. Według mnie to będą potrzebne dwa łóżeczka. Te po chłopakach, Rafale i Marcinie już dawno komuś oddane.
- Oczywiście, moje wnuki muszą mieć wszystko, co najlepsze. Jutro pojedziemy z rana kupić nowe łóżeczka. Z innymi rzeczami zaczekamy na kobiety. One znają się lepiej, co takim maluchom potrzebne. Wiesz, Janko, jakoś nie mogę przyzwyczić się do myśli, że zostanę dziadkiem, dodał wzruszony.
Janka zostawiła wówczas pana Łukasza z jego myślami i poszła po zakupy.

- Dzisiaj na drugie zapiekanka makaronowa z kurczakiem, dało się słyszeć z kuchni, kiedy wraz z wybiciem trzynastej do domu wrócil pan Łukasz.
Bliźniacy nie kazali na siebie czekać, natychmiast przybiegli na obiad.
Przy stole rozmowa dotyczyła powrotu Moniki z chłopcami. Wszyscy byli podekscytowani, a najbardziej "starsi" bliźniacy.
- Ciekawe, czy będą podobni do nas, zastanawiał się Marcin.

Ona też się zastanawiała, czy malcy będą tacy jak Monika i Bartek, którzy przesypiali całe noce, czy jak Marcin i Rafał. Ci to dawali w kość wszystkim domownikom: gdy jeden zasypiał, drugi się budził, gdy jednemu kończył się katar, drugiemu zaczynał. A jak podrośli, walczyli ze sobą o każdy klocek, każdy samochodzik. Teraz to już gimnazjaliści. Niedługo będą chodzić na panny, uśmiechnęła się w duchu.

Nazajutrz, kiedy wrócili ze szkoły, zawołali od progu: - są już?
- Ciiicho, śpią, dziadek Józek stał na straży i nie pozwolił wejść do pokoju.
Następne dni upłynęły na wizytach rodziny. Każdy chciał zobaczyć bliźniaki. Każdy doszukiwał się różnic między nimi. Porównywali do starszych bliźniaków, Marcina i Rafała.

Janka pomagała Monice w codziennych pracach pielęgnacyjnych przy maluchach. Jej ciepły, łagodny głos uspokajał płaczących. Były lepsze i gorsze dni, jak to przy niemowlętach. Zdarzało się, że chorowali obaj jednocześnie i na zmianę z Moniką czuwały przy nich w nocy. W dzień pomagała pani Jadwiga. Nawet pani Stasia z panem Józefem uczestniczyli w wychowaniu prawnuków. Szczególnie pani Stasia, która znała i śpiewała im różne dawne kołysanki.
Z miłości do pradziadków Monika dała im imiona przez nich wybrane: Franek i Wojtek.

Tak mijały dni, tygodnie, miesiące. Chłopcy rośli rozpieszczani przez całą rodzinę.
Jance żal było Moniki. Wprawdzie nikt nie dopytywał się o ojca dzieci, ale pytanie to wisiało w powietrzu. Monika często chodziła zamyślona, czasem gdzieś usiłowała się dodzwonić, ale telefony nie odpowiadały. Kiedyś widziała jak Monika z babcią coś szeptały, potem Monika miała oczy czerwone od płaczu..

- Moniu, wyszłabyś gdzieś, poznałabyś kogoś, nie możesz umartwiać się całe życie, my popilnujemy twoich urwisów, powiedziała jej któregoś dnia babcia.
Janka domyśliła się, że pani Stasia zna tajemnicę swojej wnuczki.
Gdy chłopcy już podrośli i poszli do przedszkola, Monika znalazła sobie pracę w szkole. Tam poznała Andrzeja, pokochała go i wyprowadziła się.

To już piętnaście lat temu, a jakby wczoraj.
Dzisiaj też są u nich, bo Monika pojechała na ślub córki swojej koleżanki ze studiów. To już licealiści i nie trzeba się nimi zajmować. Cały dzień siedzą i grają na komputerze. Kiedyś dzieciaki ganiały całymi dniami po dworze. Chłopcy w ich wieku grali w piłkę, wspinali się po drzewach, bawili się w podchody. Trudno było ich zagonić do domu. - Jak to się czasy zmieniły, zastanawia się.

Podpytała kiedyś chłopców, co oni tam ciekawego mają w tym komputerze. Pokazali jej, jak się go obsługuje, a odkąd pan Łukasz ofiarował jej starego laptopa, często sama przed nim przesiaduje w wolnych chwilach. Zobaczyła inny świat bez konieczności wychodzenia z domu, bez udawania się w dalekie podróże.
cdn.

autor:Teresa Mazur

Dodano: 2021-10-27 18:58:36
Ten wiersz przeczytano 519 razy
Oddanych głosów: 24
Rodzaj Monolog Klimat Optymistyczny Tematyka Na dzień dobry
Aby zagłosować zaloguj się w serwisie
zaloguj się aby dodać komentarz »

Komentarze (30)

Rozalia3 Rozalia3

Wzbudzająca ciekawość opowieść...
Pozdrawiam serdecznie:)

Iris& Iris&

Wciągający tekst...
Pozdrawiam cieplutko:)

wandaw wandaw

Bardzo wciągająca opowieść
Świetnie się ją czyta Tereniu.
Pozdrawiam serdecznie :)

MAGNOLIA MAGNOLIA

Wciągnęłaś mnie ta prozą czytałam z zaciekawieniem
.

Babcia Tereska Babcia Tereska

Dziękuję za wgląd, cenię sobie te opinie.
Pozdrawiam

sari sari

Wciągająca proza… biegnę do drugiej części :-)
pozdrawiam

Wanda Kosma Wanda Kosma

Wielka przyjemność czytania. Pozdrawiam serdecznie :)

zyka zyka

Bardzo ciekawie opisane sytuacje oddaje ciepły
naturalny klimat. Pozdrawiam.

Ankhnike Ankhnike

Wydaje się obszerna jednak czyta się szybko i płynnie
a tak się dzieje gdy proza jest ciekawa. Ta dla mnie
na pewno. Miło będzie przeczytać ciąg dalszy.
Pozdrawiam serdecznie.

Babcia Tereska Babcia Tereska

Dziękuję za czytanie, a Marii za obszerne uwagi.
Pozdrawiam i życzę pogodnego weekendu

mariat mariat

Dialogi obowiązkowo z myślnikami - to po pierwsze, a p
kolejne - wiele uwag mam do tej prozy. Oto jedna z
nich;
"Piękny wiek, tylko pozazdrościć. Szkoda tylko, że
jego żona, pani Stasia zmarła. Nie doczekała bidulka
nawet narodzin córeczki Moniki i Bartka, pomyślała z
żalem i już nie ma nawet kto grać na pianinie..."
ten fragment tak bym zapisała =
Piękny wiek, tylko pozazdrościć. Szkoda, że jego żona,
pani Stasia zmarła. Nie doczekała bidulka nawet
narodzin wnuczęcia - pomyślała z żalem i już nie zagra

nam na pianinie...
(u Ciebie nie wiadomo dlaczego jego żona nie doczekała
córeczki, czyjej córeczki? tam masz mętnie zakręcone.)

Podobnie tutaj =
"Teraz pozostało jej tylko przygotowanie pokoi dla
gości. Przewietrzyła pokoje, zmieniła pościel" =
Teraz pozostało jej tylko przygotowanie pokoi dla
gości. Zmieniła pościel, otworzyła szeroko okna
zarządzając wietrzenie. (bo tam masz blisko siebie
pokoje, pokoje.)
Albo tu = "Często narzekała na kręgosłup, na nogi." =
Często narzekała na ból kręgosłupa i nóg. (bo niby
dlaczego miała narzekać na kręgosłup czy nogi??)
A gdzieś tam dalej piszesz = chodziła na robotę.
Tak pisać nie wolno, to jest mowa potoczna i mało
poprawna.
Tereniu - chyba pozostań Ty lepiej przy wierszach.
Proza też ma swoje wymagania i wcale nie łatwo ładnie
pisać prozą. To, że rozumie się co napisane, nie
znaczy, że powinnaś tym się zająć. W wierszach dla
dzieci jesteś już na prostej i dobrze Ci idzie. Tutaj
żadna rewelka.

Dodaj swój wiersz

Ostatnie komentarze

Wiersze znanych

Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński
Juliusz Słowacki Wisława Szymborska
Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński
Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński
Halina Poświatowska Jan Lechoń
Tadeusz Borowski Jan Brzechwa
Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer

więcej »

Autorzy na topie

kazap

Ola

Bella Jagódka

anna

AMOR1988

marcepani


więcej »